W roku 1902 w Szczecinie przeprowadzono badania ankietowe nad umieralnością niemowląt. Pierwsze tego typu w Europie, a w związku z tym prawdopodobnie także pierwsze na świecie. Nie stało się to przypadkiem, Szczecin był na niechlubnym końcu listy niemieckich miast, jeśli chodzi o przeżywanie dzieci do pierwszego roku życia.
Koniec XIX wieku i początek wieku XX są dla naszego miasta okresem wielkiego rozwoju. Z licznych zdjęć i pocztówek wyłania się obraz pięknego miasta, w którym powstają nowe gmachy. Miasta rozwijającego przemysł i rosnącego po dziesięcioleciach zdławienia przez status twierdzy.
Niejeden z nas chciałby choć na chwilę przenieść się do tych czasów, pospacerować uliczkami starego miasta, obejrzeć nieistniejące już dzielnice i budynki, pooddychać atmosferą swojego miasta odnoszącego sukces...
Niestety, jak pokazują ówczesne badania, lepiej byłoby jednak nie rodzić się w Szczecinie. Z narodzonych w Szczecinie niemowląt co trzecie umierało przed ukończeniem pierwszego roku życia! A był to wskaźnik niemal najwyższy w całych Niemczech, a w Europie spośród dużych miast tylko Moskwa miała wyniki gorsze.
Tego wszystkiego można było dowiedzieć się z wykładu dr Dariusza Szudra z Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego. Wykład pt. „Szczecin przed I wojną światową oczami demografa” wygłoszony został w ostatnią środę w ramach cyklu „Środy z historią Szczecina” organizowanego przez Muzeum Historii Szczecina, Oddział Muzeum Narodowego w Szczecinie.
Jako przykład tego, jak wielki był problem Szczecina ze śmiertelnością noworodków, dr Szudra przytoczył dane z lata roku 1911, kiedy to umierało 8 na 10 nowo narodzonych dzieci. Związane było to z rekordowo gorącym latem. Z wykresów przedstawionych w czasie wykładu można było wyczytać niespotykaną w czasach dzisiejszych sezonowość śmiertelności dzieci, która wyraźnie narastała w sezonie letnim.
Naukowiec przedstawił także powody, dla których państwo niemieckie zainteresowało się śmiertelnością niemowląt. Chodziło o rzecz brutalnie prozaiczną, czyli o przyrost naturalny. Niemcom zależało na dużej liczbie robotników, podatników i rekrutów. Ponieważ trudno było apelować o większy przyrost naturalny, postanowiono zająć się zmniejszeniem liczby umierających dzieci.
Szczecin, jak wynika z przedstawionych map, podzielony był na dwa różne światy. Dzielnicę śródmiejską przechodzącą od dzisiejszego pl. Szarych Szeregów w szeroki klin dzielnicy Pogodno i Głębokie i dzielnice robotnicze: Stare Miasto, Łasztownię, Pomorzany i Drzetowo (umieralność nawet do 50%!).
Poprzez porównanie umieralności niemowląt w obu tych rejonach można bez trudu zauważyć, jaka przepaść dzieliła oba te światy. Przede wszystkim poprzez np. procent dzieci rodzących się ze związków pozamałżeńskich, których szanse przeżycia były najmniejsze. Duży przyrost takich urodzeń związany był także z tym, że do Szczecina przyjeżdżały rodzić kobiety niezamężne z całego regionu, bo urodzenie nieślubnego dziecka na wsi powodowało nie tylko napiętnowanie matki, ale także jej potomka.
Ocena artykułu
Ogólna ocena





Wasze opinie ( 1 )
Dodaj opinięNie ponosimy odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach i opiniach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Publikowane komentarze są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.

Logowanie
Ostatnio komentowane:
Skomentowane przez: pionier 46
Skomentowane przez: sargon1 Klub Kniejołaza
Skomentowane przez: Mariusz
Skomentowane przez: kasperaz
Nasze miasto | Gospodarka | Dom | Nauka | Zdrowie | Kultura | Sedinum | Rozrywka | Turystyka | Sport | Społeczność
Copyright 2009 Stetinum.pl

















(2 pkt)







