Stetinum.pl Internet
Udostępnij Dodano: 2010-06-12 19:00
Zemsta rozgniewanego Neptuna
Kategoria: Sedinum | kroniki Romana Czejarka
Takiego zbiegu okoliczności trudno szukać w historii światowych flot. Dwa piękne i duże statki pasażerskie urodziły się tego samego dnia. Choć były bliźniaczo podobne powstały w dwóch różnych stoczniach w Szczecinie, w odległości zaledwie kilkuset metrów od siebie. Ale to jeszcze nie koniec. Te same dwa statki zatonęły kilka lat później, również tego samego dnia i również w odległości kilkuset metrów od siebie. Przypadek czy kaprys rozgniewanego Neptuna?
Prace remontowe wykonano w stoczni Oderwerke, bo Vulcan już wtedy nie istniał. Wydłużenie kadłubów okazało się dobrym pomysłem i statki znacząco zyskały na stateczności. W 1933 przedłużono „Hansestadt Danzig”, rok później „Preussen”. Kolejny remont obu jednostek wykonano w sierpniu i wrześniu 1939 roku, ale tu cel prac był zupełnie inny. Jeszcze w czasie projektowania, Niemcy założyli, że w przypadku wojny oba statki zostaną szybko przerobione na wojskowe szybkie stawiacze min.
W 1939 roku obie jednostki wcielono do Kriegsmarine. „Hansestadt Danzig” otrzymał dodatkowe uzbrojenie przeciwlotnicze w postaci 2 dział kalibru 88mm, 4 działek kalibru 37mm, oraz aż ośmiu szybkostrzelnych działek 20mm. Do tego dostawiono tory minowe na 360 min. „Preussen” został skromniej uzbrojony tylko 2 w działa 88mm, ale otrzymał za to tory na aż 400min. Przed tragicznym finałem u wybrzeży Szwecji „Hansestadt Danzig”, jako okręt transportowy, wziął jeszcze udział w morskiej inwazji na Danię 8 kwietnia 1940 roku.
Pechowy koniec największych jednostek dawnej „Seedienst Ostpreussen” rozegrał się 9 lipca 1941 roku. Motorowcom „Hansestadt Danzig” i „Preussen” towarzyszył trzeci statek o nazwie „Tannenberg” (zbudowany w Stettiner Oderwerke, numer stoczniowy 780, wodowany po dość poważnych perypetiach 6 kwietnia 1935 roku). Wszystkie okręty wracały z Finlandii do Świnoujścia w Niemczech po nowy zapas min. W obawie przed radzieckimi łodziami podwodnymi zespół płynął dość blisko szwedzkich wybrzeży. Zakładano, że w przypadku realnego zagrożenia ze strony radzieckich podwodniaków okręty zmienią kurs i „ukryją” się na neutralnych wodach Szwecji.
Po minięciu Cieśniny Kalmarskiej oddzielającej Olandię od Szwecji niemiecki zespół lekko zboczył z kursu i nieszczęśliwie wszedł na nieoznakowaną szwedzką zagrodę minową. Było to zaledwie 4 mile od południowego krańca Olandii. Pierwszy wybuch nastąpił o 18.40, potem słychać było następne. Wypadki działy się tak szybko, że mimo wyjątkowo spokojnego morza nie było szans na ewentualne holowanie i uratowanie całych jednostek. Ostatecznie po podliczeniu strat na „Hansestadt Danzig” zginęło 6 osób, na „Preussen” 4 osoby, zaś na „Tannenbergu” 10 ludzi. Sprawną akcję ratowniczą przeprowadziły eskortujące zespół niewielkie kutry, których zanurzenie było na tyle niskie, iż przepływały nad szwedzkimi minami. Zardzewiałe wraki „Hansestadt Danzig” oraz „Preussen” częściowo wydobyto i złomowano na początku lat pięćdziesiątych.
Więcej na stronie: www.czejarek.pl
Ocena artykułu
Ogólna ocena





Wasze opinie ( 3 )
~anagram (Śródmieście Północ)
Dziękuje za odpowiedź. Jednak jeśli puszczamy wodze fantazji to wydaje mi się, że bardziej prawdopodobnym byłoby przypuszczenie, że załogi okrętów nie rozpoznały zagrożenia i sądziły, że zostały zaatakowane przez radziecki okręt podwodny. W takim przypadku zapewne padł rozkaz rozpoczęcia zygzakowania, co przypieczętowało los statków. Pozdrawiam serdecznie i niecierpliwie czekam na następną opowieść.
~romeck (Inne)
W jakim szły szyku? To ciekawe choć można trochę się tego domyślić. Poszukam, może znajdę jakiś szczegółowy opis-relację. Z tego co wiem, to był to szyk zbliżony do torowego ze stosunkowo niedużymi odstępami. Po pierwszym wybuchu następne jednostki nie zastopowały od razu maszyn tylko minimalnie skorygowały kurs. Nawet jeżeli potem zatrzymano maszyny to siłą inercji okręty mogły niestety bez problemu wejść kolejno na to samo pole minowe. I zapewne tak było. Sądząc po zdjęciach (patrz galeria) morze było spokojne, widoczność całkiem dobra co znacznie ułatwiło akcję ratunkową. Nie ma dokładnych danych jak szybko jednostki szły na dno, choć chyba było dość spokojnie bo ilość ofiar nie jest szokująca. Pozdrawiam serdecznie. Romek
~anagram (Śródmieście Północ)
Kto mieczem wojuje od miecza ginie... w tym przypadku to powiedzenie sprawdziło się w 100%. Swoją drogą jestem ciekawy w jakim szyku szedł zespół skoro utracone zostały wszystkie 3 okręty?
Dodaj opinięNie ponosimy odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach i opiniach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Publikowane komentarze są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.

Logowanie
Ostatnio komentowane:
Skomentowane przez: pionier 46
Skomentowane przez: sargon1 Klub Kniejołaza
Skomentowane przez: Mariusz
Skomentowane przez: kasperaz
Nasze miasto | Gospodarka | Dom | Nauka | Zdrowie | Kultura | Sedinum | Rozrywka | Turystyka | Sport | Społeczność
Copyright 2009 Stetinum.pl

























