Stetinum.pl Internet
Dziś taka historia zakończyłaby się interwencją agentów kontrwywiadu i bardzo poważnymi konsekwencjami dla robiącego zakazane zdjęcie. Sto lat temu trzech dziwnych panów w łódce uniknęło kłopotów, choć w tle swojej fotografii ujawnili jedną z pilnie strzeżonych tajemnic szczecińskiego Vulcana. Ciekawe czy rzeczywiście był to tylko przypadek?
Pieczęć na znaczku nosi datę 25 września 1902 roku. Na romantycznym zdjęciu widać trzech tajemniczych panów w jednej łódce, a w tle na wodzie kołysze się okręt odręcznie podpisany jako „Russich Kriegsschiff” czyli „Rosyjski okręt wojenny”. Ta niezwykła pocztówka została wykonana najprawdopodobniej tylko w jednym egzemplarzu. Oficjalnie po prostu ktoś zamówił pamiątkową fotografię, potem wysłał ją pocztą do znajomego. Adresat mieszkał blisko, w Berlinie, zaś kartki o dziwo nie zatrzymała wojskowa cenzura! Kilka lat później z pewnością wzbudziłaby już bardzo duże podejrzenia.
Pasażerowie łódki to chyba jednak tylko pretekst do tego, by bezpiecznie i bez niepotrzebnych podejrzeń sfotografować okręt w tle. Jednostka na pocztówce to rosyjski krążownik „Bogatyr”. Zwodowany został w szczecińskiej stoczni Vulcan w styczniu 1901 roku, a jego budowę rozpoczęto jeszcze w 1898. Prace wykończeniowe trwały do sierpnia 1902 roku i właśnie w tym czasie, na kanale obok stoczni, wykonano prezentowaną w naszej galerii kartkę-fotografię.
„Bogatyr” był pierwszym prototypowym krążownikiem z serii liczącej w sumie cztery bliźniacze jednostki. Oprócz „Bogatyra” były to jeszcze „Oleg”, „Kagul” i „Pamiat Merkuria”. Te trzy pozostałe zbudowano trochę później i już nie w Stettinie, lecz w Rosji. Wszystkie jednostki miały po 6645 ton wyporności, długość 130 metrów, dwie maszyny parowe o łącznej mocy 23 tysięcy koni mechanicznych, co pozwalało osiągnąć maksymalnie prędkość 23-24 węzłów oraz załogę liczącą od 576 do 589 osób.
Okręt zbudowany w Szczecinie był wyprodukowanym w tajemnicy prototypem. W tamtych czasach rosyjska carska flota często zamawiała całe serie jednostek, z których pierwszy egzemplarz budowano w zagranicznych stoczniach (zwykle właśnie niemieckich) zaś kolejne, już według nabytych planów, w Rosji. W ten sposób Rosjanie zdobywali brakującą wiedzę oraz otrzymywali wysokiej jakości okręty, które później z lepszym lub gorszym skutkiem zwyczajnie kopiowali. Z zachowanych dokumentów wynika, że szczeciński „Bogatyr” zdecydowanie przewyższał jakością okręty zbudowane na wschodzie. Dotyczyło to zwłaszcza maszynowni. Jakość niemieckich produktów, precyzja wykonania oraz wysokiej klasy materiały o kilka klas przewyższały to, co potrafili zrobić w swoich stoczniach Rosjanie.
Uzbrojenie „Bogatyra” pierwotnie składało się z 12 armat kalibru 150 milimetrów (po dwie lufy w wieżach na dziobie i na rufie oraz 8 luf rozmieszczonych pojedynczo symetrycznie na obu burtach krążownika), 12 dział kalibru 75 mm, 8 działek kalibru 47 mm, 2 armatek rewolwerowych kalibru 37 mm oraz 2 wyrzutni torped kalibru 450 mm. Wysłany na daleki wschód okręt szczęśliwie przetrwał wojnę rosyjsko-japońską i w 1906 roku wrócił na Bałtyk. Podczas remontu, który trwał do 1908 roku, usunięto 4 działa 47mm i 4 działa 75mm. W 1916 roku krążownik ponownie przezbrojono montując w miejsce starych głównych armat nowe działa 130mm (po dwa w wieżach na rufie i dziobie, cztery w kazamatach i osiem rozmieszczonych pojedynczo). Zainstalowano też tory na 100 min. Prototypowy „Bogatyr” ostatecznie trafił na złom w 1922 roku.
Warto pamiętać, że na wschód trafiły ze Szczecina również inne jednostki. Następne prezentowane w galerii zdjęcie, wysłane w świat w 1901 roku, to prawdziwy kolekcjonerski rarytas. Oto parowiec „Kaiserin Maria Theresia”, uwieczniony w dużym doku pływającym Stettiner Maschinenbau-Actien-Gesellschaft „Vulcan”. Stocznia miała w tym czasie dwa doki, mniejszy (2500 ton, długość 94 metrów) do bieżących remontów oraz większy (12000 ton, długość 165 metrów) sprowadzony specjalnie z Anglii. Duży dok miał dwie maszyny parowe po 125 koni mechanicznych każda, co umożliwiało podniesienie statku o wadze do 11000 ton w czasie 2,5 godziny.
Można śmiało powiedzieć, że „Kaiserin Maria Theresia” rodziła się...dwa razy! Pierwszy raz parowiec spłynął na wodę 17 maja 1890 roku. Stocznia „Vulcan-Stettin” zbudowała go na zamówienie niemieckiego armatora NDL. Statek zwodowany pod nazwą „Spree” (pojemność 6963 BRT, 148 metrów długości, maszyny o mocy 12500 koni mechanicznych, prędkość do 18,5 węzłów) miał dwa kominy, trzy maszty, ale tylko jedną śrubę, bo przedstawiciele armatora uparcie nie mieli zaufania do jednostek dwuśrubowych. Było to tym bardziej dziwne, że w tym czasie konkurenci NDL – tacy jak HAPAG – zamawiali już w „Vulcanie” właśnie jednostki dwuśrubowe.
„Spree” ze swoją jedną śrubą miała wiecznego pecha. Teoretycznie jednostka zabierała na pokład 274 pasażerów w pierwszej klasie, 148 w drugiej oraz 384 w trzeciej. W praktyce było gorzej, a wypadki nie przynosiły chluby armatorowi. W grudniu 1892 roku w czasie rejsu poważnemu uszkodzeniu uległa śruba i statek dotarł do Queenstwon na holu statku „Lake Huron” należącego do Beaver Line. Prawie identyczny wypadek wydarzył się ponownie w czerwcu 1897 roku i znów z pomocą w dotarciu do Queenstown musiała przyjść konkurencyjna jednostka - tym razem parowiec „Maine” z Atlantic Transport Line. Po tym wydarzeniu NDL stracił cierpliwość i zdecydował się na poważny remont.
„Spree” została zadokowana w Szczecinie. Statek rozcięto w środku (!) i za pomocą dwóch siłowników hydraulicznych przesunięto część dziobową o wadze około 2900 ton. W wolne miejsce wstawiono trzeci przedział kotłowy. Jedną śrubę zastąpiły dwie, moc maszyn wzrosła do 17500 koni mechanicznych, długość do 168 metrów zaś prędkość do 20 węzłów. By zatrzeć niemiłe wspomnienia armator zmienił nazwę na „Kaiserin Maria Theresia”. Statek zabierał teraz 405 pasażerów w pierwszej klasie, 114 w drugiej i 387 w trzeciej. W 1904 roku „Kaiserin Maria Theresia” została sprzedana do Rosji. W obliczu konfliktu z Japonią carska flota rozpaczliwie poszukiwała nowych jednostek i stąd taki zakup - dla Niemców bardzo finansowo korzystny. Po uzbrojeniu i zmianie nazwy na „Ural”, okręt, już jako krążownik pomocniczy, ruszył na Daleki Wschód. Zatonął w bitwie pod Cuszimą 27 maja 1905 roku.
Więcej na stronie: www.czejarek.pl
Ocena artykułu
Ogólna ocena





Wasze opinie ( 9 )

gość

gość
Przeróżne dziwne pocztówki trafiają do kolekcji takich jak ja zbieraczyków jeszcze dziś - oto na pewnej kartce z podpisem "Wieczór na morzu" widnieje dumnie... liniowy "Gneisenau"!! A powód był prosty - zniszczone, polskie Pomorze nie odetchnęło na tyle, żeby drukować swoje pocztówki i najzwyczajniej korzystało z tego, co ocalało po Niemcach.

gość
Moi Drodzy, bez przesady!!!
Kompletny idiotyzm z zakazywaniem fotografowania wszystkiego był dobry przed wysłaniem w Kosmos pierwszego satelity. Dzisiaj taka historia nie skończyłaby się niczym, a okręt najzwyczajniej pozowałby fotografom-amatorom do zdjęć tak, jak dzieje się to podczas Baltopsów czy przeróżnych Dni Marynarki. Środki zdobywania materiału ilustracyjnego dla wywiadów wojskowych są dziś takie, że zdjęcie zrobione np. przeze mnie okrętowi podwodnemu "Orzeł" w akcji nie ma dla nich znaczenia, choź pamiętam, jak jeden z moich kolegów po fachu przesłał kiedyś pocztówkę z "Warszawą" typu "Kotlin SAM2" do wydawców Weyera i miał grube nieprzyjemności. Ja miałem więcej szczęścia - moich materiałów nie rozsyłałem (mam je do dziś)...
~romeck (Inne)
Hm. Niby racja. Ale czasmi to są bardzo osobiste teksty. Najbardzier szokują czasmi zapisku z okresu wojny na kartkach wysyłanych do rodzin przez robotników przymusowych z GG. Zastanowię się :) Dzięki za sugestię. Pozdrawiam serdecznie. Romek

gość
Hymmm... Chyba nie powinien Pan mieć oporów przed publikacją takiej korespondencji. Znamy daty, znamy fakty, procesy i ciągi historyczne, za to nie znamy smaków czasu przeszłego. Te pocztówki, listy mogą być ciekawym punktem zaczepienia do sympatycznej opowieści o czasach minionych. No a skoro minęło sto lat, to już nawet archiwa otwierają swe podwoje dla "ciekawskich". Publikować, publikować, publikować:) Byle ciekawie i dużo...
~romeck (Inne)
Czasami zdarzają się "szpiegowskie" kartki, choć rzadko. Czasami treść korespondencji na odwrocie rzeczywiście kryje tajemnicę, bywa nawet, że bardzo smutną i mroczną. Mam i takie przesyłki. Ale targają mną też niekiedy wątpliwości na ile można taką korespondencję ujawniać. Pozdrawim serdecznie. Romek

gość
~romeck (Inne)
Kupiłem wiele lat temu na aukcji :) Kiedy tylko zobaczyłem to zdjęcie, wiedziałem, że muszę je mieć. Czasami takie "smaki" się trafiają. Mam ich więcej i powoli będę pokazywał na tym portalu. Pozdrawiam serdecznie. Romek
Dodaj opinięNie ponosimy odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach i opiniach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Publikowane komentarze są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.

Logowanie
Ostatnio komentowane:
Skomentowane przez: pionier 46
Skomentowane przez: sargon1 Klub Kniejołaza
Skomentowane przez: Mariusz
Skomentowane przez: kasperaz
Nasze miasto | Gospodarka | Dom | Nauka | Zdrowie | Kultura | Sedinum | Rozrywka | Turystyka | Sport | Społeczność
Copyright 2009 Stetinum.pl

























