Stetinum.pl Internet
Udostępnij Dodano: 2010-05-29 19:00
Średniowieczna inwentaryzacja i czarownice
Kategoria: Sedinum | kroniki Romana Czejarka
Tajemniczy zamek w Swobnicy pod Szczecinem kryje jeszcze wiele zagadek. Niektóre można rozszyfrować dzięki przestudiowaniu zachowanych dokumentów. Część ginie w mroku historii. Niektóre z opowieści, zwłaszcza te o czarownicach, budzą grozę i dreszcz przerażenia. Dlatego uczciwie odradzam lekturę drugiej części tego tekstu osobom o słabszych nerwach...
Nieco ponad sto lat później w Swobnicy rozegrały się wydarzenia, z których relacje do dziś mrożą krew w żyłach. Tropił je m.in. znakomity regionalista Marian Anklewicz. Co znalazł? 23 sierpnia 1689 roku na dziedzińcu zamku spalono na stosie pierwszą czarownicę. Oskarżoną o konszachty z diabłem była Lisa Schwalbe, akuszerka i żona miejscowego cieśli Mateusza Rächa. Proces odbył się przed dowódcą zamku Dawidem von Grumbkowem. By przygotować stos (co w praktyce nie było takie łatwe), sprowadzono kata z Chojny. Nieszczęsna kobieta po „przesłuchaniu” (podobno zastosowano hiszpańskie buty – to tortura polegająca na systematycznym ściskaniu nóg w drewnianych „butach-obejmach” nabijanych naostrzonymi do wewnątrz gwoździami) przyznała się do winy. Mając takie dowody, sąd ławniczy w Stargardzie bez wahania wydał wyrok śmierci.
Krwawe wydarzenia trwały dalej. Wkrótce o zakazane praktyki oskarżono małżeństwo niejakich Kranichów. Ona poddana została próbie spuszczenia z zamkowej wieży na cienkim lnianym powrozie. Gdyby nie pękł, byłby to dowód współpracy z diabłem. Jak łatwo się domyślić, kobieta po prostu spadła z wysoka i nie przeżyła tej próby. On uparcie odmawiał składania obciążających siebie zeznań. W tej sytuacji po następnym wnikliwym „przesłuchaniu” (zastosowano między innymi przypiekanie na żelaznym krześle, pod którym płonie ogień) biedaka spalono na stosie. Było to 6 grudnia 1689 roku.
Rok później o czary oskarżono starą, osiemdziesięcioletnią karczmarzową z Dłuska. Rzekomym dowodem winy Triny Lauenberger było padające w okolicy bydło. Po wysłuchaniu zarzutów mąż kobiety uprzedził działania oprawców i sam się powiesił. Trina po torturach przyznała się, że widywała ducha o imieniu Hansen. Kobietę ścięto, a ciało spalono 11 listopada 1690 roku.
Swobnicki zamek przeżył jeszcze czwarty proces o czary. Co ciekawe był to jedyny proces, który nie zakończył się śmiercią oskarżonych osób! Rzekomą winną miała być Ursula Klatt, żona Jürgena Sasse. Oskarżycielowi Jürgenowi Ladwigowi nie udało się przedstawić wystarczających dowodów winy biednej kobiety i sam wpadł w tarapaty. Skazano go na 14 dni pobytu w zamkowej wieży. Niedoszłą czarownicę 5 marca 1691 roku uwolniono od najcięższych zarzutów, ale skazano na 6 dni więzienia za obrazę sądu (ciekawe co takiego dokładnie zrobiła). Ten wyrok szybko zamieniono na grzywnę 3 talarów.
Więcej na stronie: www.czejarek.pl
Ocena artykułu
Ogólna ocena





Wasze opinie ( 1 )
Dodaj opinięNie ponosimy odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach i opiniach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Publikowane komentarze są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.

Logowanie
Ostatnio czytali:
Ostatnio komentowane:
Skomentowane przez: pionier 46
Skomentowane przez: sargon1 Klub Kniejołaza
Skomentowane przez: Mariusz
Skomentowane przez: kasperaz
Nasze miasto | Gospodarka | Dom | Nauka | Zdrowie | Kultura | Sedinum | Rozrywka | Turystyka | Sport | Społeczność
Copyright 2009 Stetinum.pl


























