Stetinum.pl Internet
Udostępnij Dodano: 2010-04-24 19:00
Przepołowiony kominek
Kategoria: Sedinum | kroniki Romana Czejarka
Historia zamku w Swobnicy koło Szczecina mogłaby posłużyć za scenariusz do filmu z gatunku przygód „płaszcza i szpady”. Przez długie lata byli tu joannici. Znienawidzeni przez okoliczną ludność musieli zamknąć się za grubymi murami warowni. I choć sam zamek szczęśliwie uniknął wyniszczających oblężeń, u jego boku rozgrywały się dramatyczne sceny sensacyjnych pościgów, tortur oraz mordów dokonywanych w majestacie prawa.
Swoje rządy zaczął jako bardzo młody, zaledwie kilkunastoletni człowiek. Współcześni nadali mu przydomek Der Tolle Markgraf czyli Szalony Margrabia. Może dlatego, że słynął z szybkich i kontrowersyjnych decyzji. Jako czternastolatek rozkazał zniszczyć instrumenty służące do procesów o czary. Lubił zawadiackie życie, bale i awantury, ze szczególnym upodobaniem wybierając za cel publicznych sporów osoby duchowne.
Na początku XX wieku prywatny dzierżawca Swobnicy prowadził tu wielki folwark. W skład majątku wchodziło ponad 900 ha gruntów uprawnych, 34 budynki mieszkalne (nie licząc gospodarczych), gorzelnia oraz owczarnia. Autorem pierwszej liczącej się pracy o zamku został zasłużony badacz losów Pomorza Zachodniego i zarazem późniejszy wieloletni konserwator zabytków Hugo Lemcke. W 1902 roku ukazała się jego książka gdzie oprócz opisu Lemcke zamieścił również plany założenia zamkowego oraz rzut parteru.
Główną część majątku w Swobnicy ewakuowano w połowie stycznia 1945 roku. W czasie pierwszych dwóch dni lutego odjechały wagony z mieszkańcami wsi. 3 lutego 1945 roku do Wildenbruch wkroczyli Rosjanie. Nie zanotowano żadnych walk ani potyczek. Po prostu nikogo tu już prawie nie było. Za oficjalną datę pojawienia się pierwszych ludzi z polskimi korzeniami przyjęto 22 czerwca 1945 roku, za datę wyjazdu ostatnich Niemców 26 czerwca 1945. Właśnie wtedy zamkowe komnaty zostały zajęte przez osadników na prywatne mieszkania. Były to bardzo atrakcyjne miejsca, bo w pokojach pozostały meble i liczne sprzęty codziennego użytku. W 1948 roku podjęto decyzję o utworzeniu w Swobnicy państwowego gospodarstwa rolnego. Z zamku wykwaterowano ludzi i umieszczono tam biura. Boczne pałacowe skrzydła przeznaczono na pomieszczenia gospodarcze, a z czasem na chlewnię.
Ponieważ nie przeprowadzano żadnych remontów, zamek powoli popadał w ruinę. W jeziorze obniżyło się lustro wody, zarosły brzegi, dawny piękny park pokryły chaszcze. Lata siedemdziesiąte XX wieku przyniosły pewne ożywienie gospodarcze oraz społeczną nadzieję na zmiany. W Warszawie przystąpiono do odbudowy Zamku Królewskiego, w różnych miejscach Polski dawne zamki, dwory i pałace doczekały się chociaż częściowych prac zabezpieczających. Wydawało się, że na tej fali swoją szansę ratunku znajdzie również niszczejąca Swobnica. Wyrazem tego było zamówienie opracowania projektu przebudowy zamku na dom wczasowy. Oczywiście plan pozostał tylko na papierze. W latach osiemdziesiątych XX wieku obiekt stał już pusty, a w zniszczonych komnatach można było spotkać najwyżej dzikie zwierzęta. W 1992 roku za zaledwie 500 mln dawnych złotych oddano zamek i park o powierzchni prawie 25 tysięcy metrów kwadratowych w prywatne i nie najlepsze ręce.
Dziś zamek w Swobnicy znów szuka nowego dobrego właściciela. Chętnych specjalnie nie widać, a jedynymi gośćmi w sypiących się murach są głównie poszukiwacze skarbów. Już trudno policzyć wyryte przez nich dziury w ogrodzie i rozkute ściany. Oczywiście nikt niczego ciekawego nie znalazł ale legenda pozostała. Podobnie jak liczne szkody. Symbolem upadku zamku jest zdewastowana dawna piękna sala balowa ze słynnym „przepołowionym kominkiem”.
Więcej na stronie: www.czejarek.pl
Ocena artykułu
Ogólna ocena





Wasze opinie ( 7 )
~konjoc (Gumieńce)
Co do konserwacji to zgadzam się z Panem Czejarkiem. Konserwator może mało, ale fakt faktem - ten szczeciński mógłby robić znacznie więcej. Wracając do wątku głównego: Czy nie macie wrażenia że komuna w piękny sposób niszczyła na swojej drodze wszystko bądź prawie wszystko, co na wsi wpadło jej w ręce?
~romeck (Inne)
Z tymi żywiołami to różnie bywało. Wystarczy popatrzeć na bitwę pod Cedynią (też bardzo ciekawy temat). Z każdej strony inna opinia. A do Swobnicy i "przygód" Joannitów (a wczesniej Templariuszy) obiecuję, że wrócę. Romek

gość
Słowa ze wstępu bez rozwinięcia w treści wydał mi się ładunkiem negatywnej propagandy, po wyjaśnieniach jestem już spokojny i autorowi zwracam honor. :) Gratuluję wiedzy, szkoda, że żywioł niemiecki zdominował te ziemie... a było już tak blisko , by polski żywioł wziął górę.
~romeck (Inne)
Od Romka do użytkownika: Czcibor (Głupotowo). Niestety ale to prawda a nie tylko propagadna :) Na stetinum.pl miejsce jest mocno ograniczone i stąd trzeba posługiwać się skrótami. A każda z tych historii to po prostu temat na oddzielną dużą opowieść. Ale bardzo chętnie od czasu do czasu dokładnie to opiszę. Joannici nie byli lubiani w okolicy, mieli bardzo liczne zatargi, jedna z takich historii zakończyła się nawet dramatyczną śmiercią mistrza. Również w Swobnicy stosunkowo szybko doszło do konfliktu z mieszczanami z Bań. 11 listopada 1399 na przedpolach Bań został złapany i zamordowany sam mistrz zakonny Detlaf von Wallmoden. Świadek zajścia, mocno wystraszony komtur zamku von Rohr, salwował się ucieczką, lecz szybko pojmany, został uwięziony w wieży bańskiego kościoła. Konsekwencje tego wydarzenia ciągnęły się długimi latami i też były dramatyczne. A co do tortur... na Swobnickim zaku rozprawiono się na przykład kilka wieków później z paroma osobami oskarzonymi o czary. Szczegóły (bo na opisanie tego potrzeba dziesiątek stron) są w mojej książce o Zamku w Swobnicy z 2007 roku. Pozdrawiam Romek
~romeck (Inne)
Od Romka do użytkownika: zworki (Pogodno) - To nie jest takie proste. Też kilka lat temu myślałem, że głównym winnym jest konsrewator zabytków. Ale tak nie jest bo pole manewru konserwatora jest bardzo ograniczone (o finansach nawet nie wspomnę). Ruch numer jeden by ratować zamek to zainteresowanie Gminy na terenie której leży Swobnica. Oni muszą chcieć to ratować i oni muszą wiedzieć co i jak chcą z tym zrobić. Bez takiego ruchu "od dołu" nie ma co myśleć o uratowaniu tego co zostało. A Gmina ma oczywiście tysiące innych swoich problemów zaś zamek jest na dalekim końcu... Niestety. Pozdrawiam serdecznie. Romek

gość
~zworki (Pogodno)
i tu konserwatora zabytkow nie ma...
Dodaj opinięNie ponosimy odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach i opiniach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Publikowane komentarze są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.

Logowanie
Ostatnio czytali:
Ostatnio komentowane:
Skomentowane przez: pionier 46
Skomentowane przez: sargon1 Klub Kniejołaza
Skomentowane przez: Mariusz
Skomentowane przez: kasperaz
Nasze miasto | Gospodarka | Dom | Nauka | Zdrowie | Kultura | Sedinum | Rozrywka | Turystyka | Sport | Społeczność
Copyright 2009 Stetinum.pl

















(2 pkt)






