Stetinum.pl Internet
Udostępnij Dodano: 2010-02-20 19:00
Amerykanin ze Szczecina
Kategoria: Sedinum | kroniki Romana Czejarka
Trochę dziwne, że największy statek jaki kiedykolwiek zwodowano w szczecińskim Vulcanie, jest dziś najmniej znany. Być może, na jego losie zaważyła dramatyczna historia z lat drugiej wojny światowej. Jednostkę nazwano wtedy „statkiem skazańców”. A potem, by zatuszować niewygodne fakty, na wiele lat utajniono wszystkie dokumenty. Aż do teraz...
Po wojnie „George Washington” pływał dalej, wożąc tłumy pasażerów, ale już pod amerykańską banderą. Niestety przez długie lata nie robiono żadnych poważnych remontów. Podniszczony i wyeksploatowany statek odstawiono do rezerwy w 1931 roku. Tak mocno zardzewiały dotrwał do wybuchu drugiej wojny światowej. W styczniu 1941 roku pomyślano o ponownym uruchomieniu zakonserwowanej jednostki. Przez chwilę „George Washington”, już pod nową nazwą „Catlina”, znów miał pływać pod amerykańską flagą. Ale potem, w ramach umowy Lend-Lease’u, we wrześniu 1941, został przekazany Brytyjczykom. Anglicy przywrócili mu dawną nazwę „George Washington” i po namyśle... zwrócili statek Amerykanom w kwietniu następnego roku. Jednostka była już zbyt wysłużona i zdecydowanie za wolna, by bezpiecznie pływać bez obawy o storpedowanie przez okręt podwodny. Zanim to nastąpiło, Brytyjczycy rozważali jeszcze jedno dość szokujące rozwiązanie.
Ktoś wpadł na pomysł, by na najwolniejszych statkach transportowych, gdzie ryzyko storpedowanie jest bardzo duże, zatrudniać byłych lub aktualnych kryminalistów z zakładów karnych. Kilka lat pracy w charakterze „marynarza-kamikadze” byłoby rekompensatą za wyrok więzienia i gwarantowało później szybsze wyjście na wolność. „George Washington” był pierwszą jednostką, na której w praktyce wypróbowano ten pomysł, okrętując przymusowo ex-więźniów z zakładu Barlinnie w Glasgow. Pomysł nie wypalił, bo mimo szybkiego remontu „George Washington” zepsuł się już pierwszego dnia rejsu i wrócił do Ameryki na kolejny remont. Stare kotły parowe pękały jeden po drugim, nie wytrzymując ciśnienia. Do tego statek spalał prawie... 350 ton węgla na dobę i ledwo wyciągał 12-14 węzłów! Z ekonomicznego punktu widzenia eksploatacja nie miała żadnego sensu. Po kilku miesiącach bezskutecznych prób ruszenia maszyn i następujących po tym nieprzewidzianych remontów (bo stale coś pękało), Brytyjczycy zrezygnowali i oddali pechową jednostkę. Operacja „statek skazańców” była trzymana w wielkiej tajemnicy jeszcze wiele lat po wojnie, dopiero w 2004 roku opublikowano dokumenty w tej sprawie.
Najciekawsze, że nie zrezygnowali... Amerykanie. Nie bacząc na wydatki, usunięto całkowicie stare kotły zastępując je nowoczesnymi i opalanymi już paliwem płynnym. Dzięki temu „George Washington” jeszcze raz wrócił do służby jako transportowiec wojska. W roku 1947 zacumowano go w Baltimore, gdzie 16 stycznia 1951 nieszczęśliwie padł ofiarą pożaru. Po niecałym miesiącu wypalony wrak sprzedano na złom firmie z Bostonu.
Szczegóły na temat frapującej historii parowca „George Washington” i podobnych jednostek ze szczecińskiego Vulcana w najnowszym, piątym numerze rocznika „Sedina”.
Ocena artykułu
Ogólna ocena





Wasze opinie ( 0 )
Ten dokument nie był jeszcze komentowany
Dodaj opinięNie ponosimy odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach i opiniach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Publikowane komentarze są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.

Logowanie
Ostatnio komentowane:
Skomentowane przez: pionier 46
Skomentowane przez: sargon1 Klub Kniejołaza
Skomentowane przez: Mariusz
Skomentowane przez: kasperaz
Nasze miasto | Gospodarka | Dom | Nauka | Zdrowie | Kultura | Sedinum | Rozrywka | Turystyka | Sport | Społeczność
Copyright 2009 Stetinum.pl
























