Stetinum.pl Internet
Udostępnij Dodano: 2010-01-19 19:00
Strajk styczniowy roku 1971
Kategoria: Sedinum | historia Szczecina po 1945 roku
Głodujący „Warski” otoczony przez milicję, Odra zablokowana przez okręty wojenne, przywódca strajku grozi wysadzeniem zakładu, do zbuntowanego zakładu przyjeżdża wierchuszka partyjna z Gierkiem na czele.
Czytaj więcej:
Autor poleca równieżW piątek 22 stycznia 1971 po miesięcznej przerwie wybucha nowy strajk. Bezpośrednią przyczyną było ordynarne sfałszowanie „zobowiązań produkcyjnych”, których organizowana odgórnie przez władzę fala zalewała cały kraj. Realnym powodem protestu było wymuszenie realizacji przez władzę wcześniejszych deklaracji. Jednym z inicjatorów strajku jest dwudziestodwuletni Bogdan Gołaszewski. Wiele lat później Marian Jurczyk podczas śledztwa zeznał o nim: „Stał na kiosku przy głównej bramie wejściowej do stoczni i przez wielką tubę nawoływał do strajku". Bogdan Gołaszewski wchodzi do 38-osobowego (liczba stoczniowych wydziałów) Komitetu Strajkowego. W czasie strajku milicja wszczyna i umarza wobec niego śledztwo, siedem miesięcy później zostanie znaleziony martwy. Śledztwo w sprawie śmierci Bogdana Gołaszewskiego, uważanej powszechnie za zabójstwo polityczne, w III RP zostało umorzone z powodu braku jakichkolwiek dokumentów dotyczących tego młodego robotnika (prawdopodobnie zostały zniszczone). W 2009 roku został on odznaczony przez Prezydenta RP, aktualnie trwa ponowna kwerenda archiwalna. Na czele nowego strajku staje radykalny robotniczy przywódca Edmund Bałuka, domaga się odwołania „czynu produkcyjnego”, rzuca hasło strajku okupacyjnego (trzy lata później, w wyniku operacji SB, Bałuka zostanie zmuszony do emigracji). W to zimne piątkowe popołudnie zostaje wybranych około 200 delegatów poszczególnych wydziałów „Warskiego”, szybko ukształtuje się KS kierowany przez Bałukę, jego zastępcą od spraw bezpieczeństwa zostaje Adam Ulfik. Ten pięćdziesięcioletni mężczyzna wkrótce po strajku zostaje zwolniony z pracy, jest inwigilowany i zaszczuwany, umiera w szpitalu (śledztwo IPN w sprawie jego śmierci zostało umorzone). Na miejscu wymyślono nową strukturę strajku, bardziej rozbudowaną i demokratyczną w porównaniu ze strajkiem grudniowym. Ciekawostką jest fakt, iż jedynymi członkami obu KS, grudniowego i styczniowego, były panie, Ewa Zielińska i Jolanta Jakimowicz. Strajkujący przejmują radiowęzeł, znowu mówi przezeń znana wszystkim popularna strajkowa spikerka „Jolka”. Wybuchają konflikty między robotnikami a chcącą opuścić ogarnięty strajkiem zakład kadrą, oraz członkami partii. Wieczorem „robotnicza milicja” przywraca porządek, zamyka bramy, dyrekcja próbująca reprezentować robotników próbuje negocjować w KW, bez skutku. W nocy rozmowy zostają zerwane.
Sobota
Strajk zaczyna ogarniać miasto, do „Warskiego” przez cały dzień dołączają delegaci strajkujących z innych zakładów, ich liczba ustabilizuje się na poziomie powyżej pięćdziesięciu. W związku z brakiem jedzenia, część robotników ze specjalnymi przepustkami wychodzi po żywność, szybko staje się to niemożliwe. Powstaje milicyjny kordon oddzielający stocznię od miasta, królują plotki o koncentracji milicji i wojska w Szczecinie, co ma być związane z decyzją władz o siłowym rozwiązaniu protestu. Wieczorem stocznia zostaje odcięta od prądu, olbrzymi teren zakładu ogarnia nieprzenikniona ciemność, jest o włos od wybuchu paniki. Za radą Franciszka Wilanowskiego, Edmund Bałuka telefonicznie grozi niewygaszeniem kotłów centralnych, co doprowadzi do wybuchu. Po godzinie władze ustępują. Robotnicy są zdecydowani na wszystko, tworzą barykady z łatwopalnych butli, nawiązują kontakt z załogami radzieckich statków remontowanych w stoczni. Są na nich radiostacje, które strajkujący chcą w razie ataku wykorzystać w celu apelu o pomoc do międzynarodowej społeczności. W nocy rozpoczyna się „wojna psychologiczna”, naprzeciwko bram strajkującej stoczni zostają umieszczone ogromne gigantofony, z których są zastraszani strajkujący. Robotnicy organizują „samoobronę”, tworzą ruchome patrole, oświetlają płoty i teren bezpośrednio pod zakładem, blokują ulicę Hutniczą, przerabiają krótkofalówki, aby poznać zamierzenia milicji i wojska (sic!).
Strajk zaczyna ogarniać miasto, do „Warskiego” przez cały dzień dołączają delegaci strajkujących z innych zakładów, ich liczba ustabilizuje się na poziomie powyżej pięćdziesięciu. W związku z brakiem jedzenia, część robotników ze specjalnymi przepustkami wychodzi po żywność, szybko staje się to niemożliwe. Powstaje milicyjny kordon oddzielający stocznię od miasta, królują plotki o koncentracji milicji i wojska w Szczecinie, co ma być związane z decyzją władz o siłowym rozwiązaniu protestu. Wieczorem stocznia zostaje odcięta od prądu, olbrzymi teren zakładu ogarnia nieprzenikniona ciemność, jest o włos od wybuchu paniki. Za radą Franciszka Wilanowskiego, Edmund Bałuka telefonicznie grozi niewygaszeniem kotłów centralnych, co doprowadzi do wybuchu. Po godzinie władze ustępują. Robotnicy są zdecydowani na wszystko, tworzą barykady z łatwopalnych butli, nawiązują kontakt z załogami radzieckich statków remontowanych w stoczni. Są na nich radiostacje, które strajkujący chcą w razie ataku wykorzystać w celu apelu o pomoc do międzynarodowej społeczności. W nocy rozpoczyna się „wojna psychologiczna”, naprzeciwko bram strajkującej stoczni zostają umieszczone ogromne gigantofony, z których są zastraszani strajkujący. Robotnicy organizują „samoobronę”, tworzą ruchome patrole, oświetlają płoty i teren bezpośrednio pod zakładem, blokują ulicę Hutniczą, przerabiają krótkofalówki, aby poznać zamierzenia milicji i wojska (sic!).
Ocena artykułu
Ogólna ocena





Wasze opinie ( 32 )

gość
Dr Marcin Stefaniak oczywiście, sprawdzam rewolucyjną czujność szanownego Pana. Ja Szanowny Panie pracuję i opisywanie historii jest jedynie moją pasję, w odróżnieniu do Pana który bierze duże pieniądze z moich podatków i nie ma odwagi ustosunkować się do bełkotu historycznego własnej instytucji.
~Torney (Turzyn)
Kim jest dr Marciniak? Proponuję, aby przestał Pan kompromitować się. Uważni czytelnicy już nigdy nie potraktują Pańskich tekstów poważnie.

gość
Szanowny Anonimie nadal nie znam Pana godności, ale to ciekawe naukowiec który anonimowo krytykuje opinie dotyczące instytucji w której pracuje, opinie ludzi którzy występują pod nazwiskiem. Byłem kilkakrotnie w czytelni archiwum szcz IPN nikt z ludzi mi pomagających nie zająknął się o istnieniu katalogów cyfrowych, od Pana właśnie w tej chwili od nich się dowiedziałem, dziękuję bardzo postaram się w przeciągu kilku dni z nimi zapoznać. Jak to wogle jest możliwe że składam wniosek, po pół roku dostaję odpowiedz że takich jednostek archiwalnych nie ma, a obsługujący mnie urzędnik nie mówi mi o istnieniu cyfrowego katalogu, to skandal. W tej sprawie na pewno będę interweniował, napiszę skargę do dr Marciniaka, już widzę jej efekt. Mówi Pan że OBUiAD prowadzi własne badania regionalne, czy są one tajne, czy można gdzieś przeczytać listę tematów i ludzi którzy je opracowują?. Osobiście Panu powiem że coś złego się z Państwem stało, pijecie z zatrutego źródła i sami zaczynacie działać tak jak nikczemnicy których badacie, ci strażnicy przy wejściu na Janickiego, to poruszanie się krok w krok z gościem. Wie Pan byłem kiedyś na Rakowieckiej już w III RP, mimo tego dziwnie się tam czułem, u Was czuję się podobnie.
~Torney (Turzyn)
1. Widzę, że jest Pan świetnie zorientowany w środowisku ludzi zajmujących się historią Szczecina, skoro WRESZCIE skojarzył kim jestem, szczere gratulacje :) 2. Jeśli ktoś twierdzi, że w archiwum IPN nie ma pomocy archiwalnych, to oznacza, że kompletnie pogubił się w tym, co wypisuje, i powinien przy okazji najbliższej wizyty zapytać o katalog komputerowy, dostępny w każdej czytelni akt jawnych we wszystkich oddziałach Instytutu w Polsce (działa zupełnie inaczej niż papierowe inwentarze dostępne choćby w AP Sz, z góry uprzedzam). 3. Projekty regionalne wymienione na stronie internetowej są realizowane przez OBEP, wspomniany wybór źródeł powstaje w OBUiAD - mamy zatem kolejne przemyślane, konstruktywne pytanie z Pańskiej strony. 4. Ile osób pracuje w oddziale nie wiem, ale skoro Pan policzył :) Chyba, że to kolejny pokaz sprytu, jak w przypadku Andrzeja Strokowskiego :) Pytanie o odsetek pracowników naukowych jest błyskotliwe, zwłaszcza jeśli założymy, że zdaje Pan sobie sprawę z
faktu zatrudnienia choćby księgowych, kierowców czy sprzątających. 5. Co do honorarium - pytanie proszę skierować bezpośrednio do Beaty Kościelnej (ew. do innych pracowników, z powołaniem się na tytuł artykułu/książki).

gość
~Torney (Turzyn) Anonimie no, taka odpowiedz to mi się podoba, widzę że jest Pan pracownikiem IPN, serdecznie gratuluję. Odpowiem Panu tak nie byłem pracownikiem instytucji podobnej do IPN bo takiej porostu nie ma, dla czego tak sądzę? Proszę, ważnym elementem IPN jest jego archiwum, archiwum formalnie udostępniane zainteresowanym, ale czy jest na świecie inne archiwum gdzie NIE MA ŻADNYCH INWENTARZY LUB POMOCY ARCHIWALNYCH, gdzie użytkownik zmuszony jest korzystać z widzimisię pracownika?który bardzo często nie wie o co chodzi, chyba nie, takie curiosum jest możliwe tylko w Polsce. Na jeden z moich wniosków czekam już prawie pół roku i chyba się nie doczekam, w Archiwum Państwowym dostaję akta po godzinie (sic!).Bardzo się cieszę że IPN wyda wkrótce zbiór dokumentów Pani Kościelnej z pewnością przeczytam, mam pytanie w ramach jakiego "projektu regionalnego" zostanie wydana ta pozycja?. Bo jakoś nie pasuje mi do żadnego z tematów podanych na państwa stronach. Rozumie Pan właśnie tak działacie, pełna konspiracja nikt nic nie wie, czy to jest nauka?.W szcz od. IPN pracuje 130 osób, czy wszyscy są pracownikami naukowymi, czy tylko ci którzy są z nazwiska wymienieni na stronie internetowej? Czy w takiej sytuacji jak u Pani Kościelnej,kiedy Pracownik IPN wydaje swoją publikację nie w IPN, czy pracownicy IPN rezygnują z honorariów czy biorą pieniądze dwa razy, pensja IPN i honorarium?
~Torney (Turzyn)
Być może nigdy Pan nie pracował w placówce podobnej do IPN i nie zdaje sobie sprawy z tego, że każdy pracownik naukowy (także archiwista) może publikować swoje teksty również w książkach czy pismach, które nie są wydawane przez Instytut. Podobnie każdy historyk, który nie pracuje w IPN, może publikować np. w "Biuletynie IPN" czy "Pamięci i Sprawiedliwości". Beata Kościelna na łamach "Glaukopisu" jest podpisana jako "historyk, pracownik BUiAD IPN w Szczecinie. Zajmuje się badaniami nad wydarzeniami Czerwca 1976 r. na Pomorzu Zachodnim oraz dziejami opozycji przedsierpniowej na obszarze Pomorza Zachodniego. Aktualnie zakończyła pracę nad tomem źródeł dokumentujących przejawy oporu społecznego w województwie szczecińskim w latach 1975–1977". Proszę koniecznie wyjaśnić, czy ma na wymienione wyżej badania zgodę naczelnika OBUiAD i dyrektora Oddziału IPN. W razie problemów z obsługą google'a, służę adresami i numerami telefonów.

gość
~Torney (Turzyn), szanowny Panie ma Pan rację zaraz po odpisaniu Panu loguje się na portalu, jednak dla mnie pozostaje Pan nadal anonimowy. Publikacja w Glaukopisie jest prywatną inicjatywą P. Kościelnej, i nic nie zmienia że jego Radzie Programowej zasiada szanowany prof Żaryn, jest to instytucja całkowicie niezależna od IPN i wydaje się że służy publikacją na tyle radykalnym że nie przechodzą w oficjalnych publikacjach IPN. Poruszył Pan ciekawy temat, Kiedy Pani Kościelna zaznajomiła się z "materiałem źródłowym" potrzebnym do powstania artykułu, w związku z tym iż omawiany tekst jest Jej prywatną sprawą niezwiązaną z obowiązkami służbowymi które Wzmiankowana wykonuje, o czym możemy przeczytać na stronie IPN. Czytelnia akt w IPN jest otwarta do godziny 15 30 , czyli w godzinach urzędowych, czy Pani Kościelna korzystała z akty w czasie pracy czy w czasie urlopu, to łato można sprawdzić. Oczywiście nie chodzi mi o Panią Kościelną, której artykuł uważam za wartościowy tylko o pytanie czy 130 pracowników sz oddziału IPN w godzinach pracy wykonują rzeczy związane z prywatnymi sprawami. Pozdrawiam, chyba będę musiał poprosić o ustosunkowanie się IPN do tego problemu.
~Torney (Turzyn)
1. Nie jestem anonimowym użytkownikiem, tylko zarejestrowanym (w odróżnieniu od Pana; jako Tomasz Węgielnik podpisać się może każdy niezarejestrowany). Doprawdy, nie trzeba być Sherlockiem północy, aby poznać moje imię.
2. "Glaukopis" rzeczywiście nie jest pismem IPN, choć w jego Radzie Programowej zasiada dr hab. Jan Żaryn.
3. Skąd pomysł, że teksty publikowane w czasopismach wydawanych poza IPN nie mają z nim nic wspólnego? Otóż mają, przede wszystkim osobę autora, zakres tematyczny i chronologiczny oraz materiał źródłowy, w oparciu o który (przynajmniej w części) powstały.
4. "Nawet publicystom", bo każdy historyk doskonale zdaje sobie z tego sprawę, a publicyści nie muszą przecież trzymać się wszystkich reguł obowiązujących tych drugich. Niektórych jednak powinni. A czy stosunek pejoratywny? Nie sądzę.
5. Cytuję: "Tekst Pani Kościelnej ma chyba charakter internetowy, więc nie została uznany przez kierownictwo za wart wydania przez IPN". To Pańska wspomniana błędna teoria.

gość
~Torney (Turzyn), Szanowny Anonimie, z tego co wiem Glaukopis nie jest częścią IPN, czasami teksty które pokazują się na stronach internetowych nie są drukowane, nie jest to dobrze zaznaczane, ja czytałem wersję internetową na jednym ze szczecińskich portali. To chyba nazywa się autoplagiat, według komentarzy zamieszczonych na stetinum. Publikacja Pani Kościelnej nie ma nic wspólnego ze szcz IPN, no może oprócz tego że mogła powstać być może w urzędowych godzinach pracy. "Nawet publicystom" skąd ten pejoratywny stosunek do dziennikarzy? O jakie błędne teorie dotyczące kierownictwa szcz IPN dokładnie chodzi?
~Torney (Turzyn)
Świetnie, zatem należało powołać się na wersję drukowaną, a nie internetową. Nie przystoi to nawet publicystom, a prowadzić może do wysnuwania błędnych teorii (tak jak ta na temat kierownictwa IPN).

gość
~Torney (Turzyn)
Artykuł Beaty Kościelnej "Naznaczeni, potępieni i sprzedani. Z dziejów 'ekskluzji' w PRL na przykładzie osób wyrzuconych z pracy po protestach robotników z Czerwca '76 w Szczecinie" został opublikowany w "Glaukopisie" 2009, nr 15-16. PS W Szczecinie nie ma Wydziału Historii.

gość
Nie twierdzę że wszytko co się dzieje w szcz IPN to patologia, zapewne pracują tam wartościowi ludzie i mam nadzieję że w końcu zaczną publikować rzetelnie opracowaną historię. Tekst Pani Kościelnej ma chyba charakter internetowy, więc nie została uznany przez kierownictwo za wart wydania przez IPN, wygląda to zatem na prywatną inicjatywę P. Kościelnej.

gość
Panie Węgielnik. Plujesz Pan na IPN, od czci i wiary osądzasz, ale gdzieś brakuje konsekencji, a zalatuje lekką manipulacją. Polecasz Pan tekst Beaty Kościelnej o represjach w Czerwcu '76 - skoro polecasz go Pan, to znaczy, że dobry jak rozumiem. Nie wspominasz Pan jednak, że jest ona pracownikiem ni mniej ni więcej jak właśnie szczecińskiego IPN. TO nie pasuje do Pana krucjaty. Gdybyś Pan wiedział co sie w mieście dzieje i odwiedził parę dni temu szczecińskie radio (czy może to też instytucja z czarnej listy) i wziął udział w promocji książki o sanitariuszce Łupaszki (też pewno dla Pana samo zło) to dowiediałbyś się Pan, że właśnie od wspominanej wcześniej, polecanej przez Pana pracownicy IPN mógłbyś Pan kupić tę i inne książki. Mógłbyś, gdybyś Pan zdążył, bo książek na promocji zabrakło - więc chyba ktoś to jednak czyta...

gość
Najedzony, Marfi , szanowni Panowie, grupą wywołującą strajki z reguły są młodzi, najmniej uposażeni robotnicy płci męskiej, w Grudniu i Styczniu mamy sytuację trochę inną, do czasu ogłoszenia że Gierek jest nowym sek. kadra stoczniowa była solidarna ze strajkiem, po tym fakcie masowo opuściła stocznie. Strajk styczniowy miał w moim mniemaniu inny charakter, bardziej proletariacki i wymierzony właśnie w niekompetentną kadrę, cześć kadry uczestniczyła oczywiście w strajku i tych wypadło by zidentyfikować i jakoś przypomnieć na 40 -lecie. Co do książek IPN to się nie zgadzam, jest podajże jedna księgarnia w szcz gdzie jest więcej publikacji IPN. W szcz bibliotekach ich nie ma, porostu książek o Szczecinie nie można kupić w Szczecinie
~marfi (Drzetowo - Grabowo)
Napisałem niektórzy, ale to wcale nie były pojedyńcze przypadki. Proszę popytać tych "roboli po technikum" co pilnowali porządku na bramach. Oczywiście jeżeli pan zna choć jednego z nich. Jeżeli zaś chodzi o publikacje na temat tego strajku i strajków w ogule, to napisano wiele bzdur i przeinaczeń i tu przyznaję panu rację.Pozdrawiam serdecznie!

gość
Panie "marfi" ani ja, ani znani mi inzynierowie - chyłkiem, ani oficjalnie nie opuściliśmy stoczni w tych chwilach trudnych. Taka uogólniająca sugestia wobec (być może) przypadków jednostkowych jest krzywdząca. Panie Węgielnik, bez przesady, z tą trudnością w kupnie wydawnictw ipn. Na półkach z najnowszą historią jest tego w nadmiarze. Ów nadmiar wynika z prostego faktu: są to tzw. "cegły", których szanujący się czytelnik nie bierze do ręki. A jeśli się tego nawet dtknie, to tylko w rękawiczkach, gdyż trudno się nie ubrudzić z wyciekających tam g...

gość
"mętnych ideowo wywodów" - przynajmniej w tym tekście udało mi się jak myślę uniknąć opinii, wydaje się że przypominanie faktów o tych wydarzeniach jest ważne, gdzie możecie je Państwo przeczytać. Gdzie możemy przeczytać o styczniowym strajku i jego konsekwencjach. Szczeciński IPN do którego efektów prac jestem sceptycznie nastawiony nie wydał ani jednej merytorycznej publikacji dotyczącej Grudnia, nawet jak by wydał to i tak nie można tych książek nigdzie kupić. Ciekawe jest to że jak ktoś próbuje publicystycznie, nie naukowo pisać o historii najnowszej to od razu jest sługusem IPN. Oczywiście że każdy ma indywidualne doświadczenia, dla tego powinniśmy np utrwalić relację uczestników,jak dawno już zrobiono w Trójmieście. IPN i Wydział Historii mają w Szczecinie inne zajęcia, gry i zabawy personalne, o to wszak chodzi w dzisiejszym uprawiani historii.
~marfi (Drzetowo - Grabowo)
Każdy z uczestników tego strajku pamięta tylko to co miało dla niego znaczenie. Pamietam np. jak niektórzy z tzw. kadry inżynierskiej, chyłkiem a inni otwarcie tocząc bitwy słowne z pilnujacymi przy bramach, opuszczali swych strajkujących kolegów. Dzisiaj zapominając o tym, chętnie opowiadają o swej rzekomej martylorogii i bohaterskich wyczynach.

gość
Jak na "Najedzonego", choć robola po technikum, piękne podsumowanie mętnych ideowo wywodów p. Węgielnika. Sprowadzenie owej pisaniny do ulicy Janickiego 30, to riposta godna klingi Pana Wołodyjowskiego. Pozdrawiam. Ciesze się, że nie dajemy się ogłupiać wyrobnikom z wymienionej wyżej ulicy.

gość
Panie Węgielnik, nie wyzywam Pana, tylko zachęcam do pisania PRAWDY. Przykład tego "marfi" obala panskie wywody, mimo takiego otoczenia milicją, tenże "marfi" wpadł na obiadek do domu. Ja nie zaprzeczam kordonom, ja tylko twierdzę, że były one mocno demonstracyjnie "dziurawe", co niechcąco potwierdz owy "marfi". Świadectwo pana Bałuki, podobnie nawiedzonego ideowo jak Pan, jest -nie tylko dla mnie- tylko propagandowym spełnianiem życzeń pewnej instytucji z ul. Janickiego 30.

gość
Najedzony, mimo iż mnie Pan wyzywa to jednak mam szacunek do strajkujących w styczniu 1971, więc Panu odpowiem. Rozmawiałem właśnie z Panem Bałuką który stwierdził jednoznaczenie "tak był głód, nie było jedzenia na stoczni. Przy magazynach Baltony które znajdowały się na terenie kontrolowanym przez strajkujących postawiono straż robotniczą, również przy kioskach. Co do otoczonej przez milicję stoczni, Pan Bałuka odpowiedział "Tak właśnie tak było , milicję ściągnięto z całego kraju, stocznia była cała otoczona". Szanowny Panie cenię sobie subiektywne relację, lecz swoje teksty piszę na bazie tekstów naukowych, wielu świadectw i relacji uczestników. Pana słowa z przykrością muszę to stwierdzić chyba mijają się z prawdą.
~marfi (Drzetowo - Grabowo)
Oczywiście że stocznia była otoczona kordonem milicji. Wiele się wówczas nakombinowałem, zanim udało mi się wyskoczyć do domu, aby coś zjeść.Mieszkałem wtedy na ul. Nocznickiego, po drugiej stronie stoczniowego płotu. Panie Najedzony, nie obraź się pan, ale to panu albo się cuś pokićkało w makówie, albo świadomie mieczasz w głowach czytających ten artykuł. Pozdrawiam serdecznie!

gość
re: Węgielnik. "Szanowny Pan" wie, co pisze. Właśnie moja wypowiedź dotyczy strajku STYCZNIOWEGO, także i wtedy sytuacja żywnościowa była podobna. Sugerowanie, że szwankuje mi pamięć na skutek upływu czasu jest dla mnie obelgą. To Pan Węgielnik tworzy MISTYFIKACJĘ! U pana zarówno pamięć, jak i wyobraźnia szwankują. Trzeba nie mieć wyobraźni aby pisać o takim absurdzie jak "otoczenie przez kordon milicji stoczni". Panie, na takie coś zabrakłoby milicji w Polsce. Przespaceruj się Pan po dawnych granicach stoczni, być może coś w pańskiej pale zajarzy.

gość
Strajk styczniowy w "Warskim" odróżnieniu do grudniowego miał problemy z żywnością. W czasie strajku grudniowego pracowała kuchnia stołówka itp, zostały uruchomione zapasy. Strajk styczniowy to już inna sytuacja, stocznia była całkowicie wyizolowana i otoczona przez kordon, nie było przepustek nikt nie wychodził. Szanowny Pan zapewne myli obie sytuacje, w końcu to 40 lat.

gość
"Głodujący <Warski>...". Co za cymbał pisze o głodujących w tamtym czasie w "Warskim"?! Całe rodziny oblegały bramy stoczni, a i dalsze ogrodzenie też, z WAŁÓWKĄ dla strajkujących. LUdzie jestem emerytowanym prostym robolem po technikum, który przepracował w stoczniach prawie 42 lata. Ale nie zgodze się na pisanie BZDUR o "głodującym <Warskim>".Ja w życiu nie miałem tyle i takiej wyżerki jak podczas tego strajku. U nas, na traserni dosłownie walały się niedojedzone kiełbasy, kotlety a i nawet ciasto. Krytykujmy tamten system i tamte czasy ale NIE FAŁSZUJMY najprostszych i szeroko znanych faktów z tamtego okresu. Ten, który tak pisze, to pisze nieszczerze i kłamliwie o tych głodujących. Taką odzywką, już na wstępie, degraduje siebie i swoje treści.

gość
Panie Węgielnik, rozumiemy żeś kiep dokumentacyjny do imentu. Pochylnia "Wulkan" była nieodłączną częścią Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego. Co do tego ma trójmiasto?! Jak pan tak wszystko "dokumentujesz", to od razu swe arcydzieła kieruj na przemiał makulatury!

gość

gość

gość
O Gołaszewskim można by wiele, ale skoro o zmarłym nie można inaczej niż dobrze, to kończymy natym. -Dobrze? Soczniowcy znają przyczyny tej śmierci, którą Węgielnik próbuje, bezdokumentacyjnie, usytuować w ramach politycznych zbrodni. Ale na Węgielnika nie ma mocnych... Ten strajk po Gierka "pomożecie" był nie potrzebnym ekscesem chołoty ani robotniczej, ani stoczniowej... Z kolei ogromna teczka Ulfika, to zapewne powielane śmieci w stylu węgielnikowo-ipnowskim.

gość
Nie ma ani jednego dokumentu S.B dotyczącego Gołaszewskiego, zaś "teczka" Ulfika jest ogromna, dokumenty milicyjne dotyczące Gołaszewskiego ginęły jeszcze w III RP. Ma pan rację Gierek kupił robotników "Warskiego" (ośrodek w Dziwnówku), mieszkania, wysoka pensja itp, ale represje były również ( patrz np los Bałuki, Ulfika i tekst pani Beaty Kościelnej Naznaczeni, potępieni i sprzedani). Spędy na stadionie były mnie lub bardziej przymusowe. Co do Jurczyka, nie jest bez wad ale był naszym przywódcą w 80/81, wolę jego od Wałęsy.

gość
Jak to się ma do odpowiedzialnosci za morderstwa na robotnikach(WP,SB),pisze się ze dokumenty zostały zniszczone(osobiście nie wierze),jakie mają odczucie stoczniowcy kiedy Gierek ich kupił mieszkaniami ,pralkami ,wczasami i innymi dobrami ,mam też nadzieje że szanowny autor napisze jak stoczni owcy na stadionie Pogoni,wspomagali PZPR podczas strajków w Radomiu,a w późniejszym czasie dzielnie glosowali razem z rodzinami na Jurczyka
Dodaj opinięNie ponosimy odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach i opiniach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Publikowane komentarze są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.

Logowanie
Ostatnio czytali:
Ostatnio komentowane:
Skomentowane przez: pionier 46
Skomentowane przez: sargon1 Klub Kniejołaza
Skomentowane przez: Mariusz
Skomentowane przez: kasperaz
Nasze miasto | Gospodarka | Dom | Nauka | Zdrowie | Kultura | Sedinum | Rozrywka | Turystyka | Sport | Społeczność
Copyright 2009 Stetinum.pl

























