Stetinum.pl Internet
Udostępnij Dodano: 2010-03-11 19:00
Karnawał Solidarności i szczecińscy dziennikarze
Kategoria: Sedinum | historia Szczecina po 1945 roku
Jednym z głównych elementów rewolucji „Solidarności” było złamanie monopolu informacyjnego komunistycznej władzy. Prawda w przestrzeni publicznej i system polityczny oparty na kłamstwie oraz przemocy nie mogły jednak długo współegzystować.
O stosunku robotników do środków masowego przekazu najlepiej świadczy fakt, iż w początkowej fazie Wielkiego Strajku z sierpnia 1980 roku, nie wpuszczono na teren stoczni „Warskiego” - tradycyjnie już będącej centrum strajkowym - żadnych dziennikarzy. Do dnia dzisiejszego Marian Jurczyk wspomina, iż był to błąd. Dodajmy, że był to jeden z licznych błędów oraz uwarunkowań obiektywnych, który spowodował, iż struktury „Solidarności” na Pomorzu Zachodnim były zawsze drugie, tak pod względem siły, możliwości oddziaływania, jak i stopnia zorganizowania. Zachodni korespondenci jechali do Gdańska i to relacje stamtąd oglądał cały świat. Bezprecedensowy ruch społeczny, który zamknął się organizacyjnie w formie związku zawodowego od samego początku swego istnienia buduje własne, niezależne od władzy sposoby komunikowania się z manipulowanym przez propagandę społeczeństwem.
Na uznawaną powszechnie jako błąd decyzję o niewpuszczaniu na teren stoczni dziennikarzy - dodajmy, iż wówczas nie wpuszczono również szczecińskich przedstawicieli opozycji politycznej, bojąc się właśnie zarzutu upolitycznienia protestu - nowe światło może rzucać głośna w ostatnim czasie książka autorstwa Artura Domosławskiego „Kapuściński non- fiction”. Wynika z niej, iż najsłynniejszy polski reporter (doby PRL) nie przyjechał do Szczecina z inicjatywy własnej czy też redakcji, z którą współpracował. Poprosił go o to wicepremier Barcikowski, który miał negocjować zakończenie strajku ze szczecińskimi robotnikami. Barcikowski potrzebował informacji innej niż te produkowane przez sypiące się struktury partyjne czy w mniejszym stopniu bezpieczniackie. Kapuściński miał „zrobić rozeznanie, co słychać w stoczni, jakie są nastroje wśród strajkujących”. „Rysiek nie robił tajemnicy z tego, że pojechał do stoczni w Szczecinie na prośbę Barcikowskiego” - mówi jeden z dyskutantów Domosławskiego. Nie zachowały się żadne informacje czy analizy Kapuścińskiego z wizyty w Szczecinie, w prasie nie ukazał się żaden tekst jego autorstwa dotyczący Szczecina. Co robił, gdzie spał, z kim rozmawiał autor „Cesarza” w czasie sierpniowej wizyty w Szczecinie, nie udało mi się ustalić. Przykład Kapuścińskiego pokazuje, iż strajkujący mogli mieć uzasadnione wątpliwości, co do intencji przybywających do stoczni dziennikarzy. Z drugiej strony, wielką rolę w Szczecinie odegrali Małgorzata Szejnert i Tomasz Zalewski, dziennikarze „Literatury”, której naczelnym był wówczas Jerzy Putrament. Pomagali oni tworzyć redakcję najważniejszego solidarnościowego pisma Szczecina, jak również zebrali relacje, które posłużyły im do stworzenia jednej z ważniejszych książek pokazujących buntujące się na przestrzeni kilku dekad miasto.
Punkt trzeci „Porozumień Gdańskich” zawierał następujące ustalenia: „Działalność radia i telewizji oraz prasy i wydawnictw powinna służyć wyrażaniu różnorodności myśli, poglądów i sądów. Powinna ona podlegać społecznej kontroli”. Jednak to zobowiązanie nigdy nie zostało wykonane, o prawdziwie wolną prasę społeczeństwo, zorganizowane pod egidą „Solidarności”, musiało stoczyć twardy bój. Tak jego przebieg opisał w prasie jeden z uważnych obserwatorów i uczestników: „Porozumienie sierpniowe zakładało, że NSZZ Solidarność będzie miało prawo do własnych publikacji. Aż siedem miesięcy po porozumieniach trwała walka o możliwość drukowania ogólnozwiązkowego „Tygodnika Solidarność” (półmilionowy nakład – przyp. aut.). Wcześniej pojawiły się w normalnym obiegu – a to znaczy także pod nadzorem cenzury – inne periodyki w Szczecinie. Władze zapowiadają udzielenie zgody na publikację tygodników związkowych w kilku jeszcze innych miastach. Nie realizowano przez wiele miesięcy przyrzeczenia o umożliwianiu założenia wydawnictwa związkowego. Jednakże wszystkie nasze organizacje regionalne wszczęły od pierwszej chwili działania wydawnicze, w miarę posiadania środków, a z czasem przy pomocy urządzeń poligraficznych, jakie uzyskaliśmy od zaprzyjaźnionych z nami związków zawodowych. Chodziło o stworzenie systemu informacji wewnątrzzwiązkowej, funkcjonowanie obiegu opinii i poglądów wewnątrz związku. Powstały i funkcjonują setki biuletynów związkowych, regionalnych, branżowych, środowiskowych czy zakładowych. Rozszerzenie się sfery prawdy w obiegu informacji działało przecież hamująco na upowszechnianie nieprawdy. W Regionie Mazowsze powołano agencję informacyjną prasy związkowej”.
Ocena artykułu
Ogólna ocena





Wasze opinie ( 11 )

gość
Z akt przechowywanych w IPN wynika, że Ryszard Kapuściński dla SB to
agent „Poeta” i „Vera Cruz”. W latach 1965-1972 był rejestrowany jako
kontakt informacyjny przez Departament I (wywiad); początkowo
współpracował z Wydziałem IV (USA), potem Wydziałem III (kontrwywiad w
wywiadzie) tego departamentu. W latach 1973-1982 był prowadzony jako
kontakt operacyjny przez Departament III SB (kolejno przez Wydziały
III, IV i IX). W latach 1981 – 1984 jego osoba została w ewidencji
bezpieki „zabezpieczona” (czyli zastrzeżona) przez Wydział VIII
(ekonomia) Departamentu I, zaś w latach 1982 – 1983 jednocześnie przez
Wydział XIV (nadzorujący dziennikarzy i agencje prasowe) Departamentu
II (kontrwywiad) SB, wreszcie w latach 1984 – 1989 przez Wydział I
(niemiecki) Departamentu I. Termin „zabezpieczenie” oznaczał szczególne
zainteresowanie daną osobą, i w zależności od rodzaju kontaktów i
kontekstu źródłowego może oznaczać np. „wyłączność” na jej
rozpracowywanie lub „wyłączność” na jej wykorzystywanie jako agenta.
~TomaszW (Zdroje)
"szafir". O "Jedności" napisałem tu http://www.sedinum.stetinum.pl/pl/wiadomosci/historia_Szczecina_po_1945_roku/Szczecinska_Jednosc/page/1 , wkrótce pojawi się nowy tekst bardziej całościowo obrazujący perypetię tego tytułu min po 82 roku , polecam również ciekawą historię redaktora naczelnego Głosu Szczecińskiego -http://www.sedinum.stetinum.pl/pl/wiadomosci/historia_Szczecina_po_1945_roku/Wieslaw_Rogowski_szczecinski_dziennikarz_i_literat_czy_bezwzgledny_aparatczyk/page/1 . "Bezstronny" Szanowny Czytelniku, to prawda iż krytycznie korzystam głównie z książek IPN, a nie z pełnych błędów publikacji prof Kazimierza Kozłowskiego kierownika Zakładu Badań Regionalnych i Metodyki w Instytucie Politologii Uniwersytetu Szczecińskiego. Pasjonuję się "Grudniem" więc wytykam błędy "naukowców" zajmujących się tym tematem.

gość
"Według danych z marca 1981 roku, na 47-osobowy zespół redakcyjny „Głosu Szczecińskiego”, 37 osób było członkami partii, z tego siedem „Solidarności”. Trochę lepiej wyglądała sytuacja w „Kurierze” gdzie na 22 członków zespołu redakcyjnego 17 było w PZPR w tym 12 w „Solidarności”."bylo tych karierowiczow mnogo! a czy sa znani z nazwiska i imienia dziennikarze "Glosu" i "Kuriera"? Takie listy (podobne do "twarzy bezpieki") powinny byc publikowane na slupach z ogloszeniami. p.s. bylo w Szczecinie pismo "Jednosc" czy autor zna moze ten link? http://www.freewebs.com/korczak_krzysztof/

gość
Nie moge sie oprzec wrazeniu, ze kolejne artykuly podpisane nazwiskiem Tomasz Wegielnik, sa spuentowane krytycznymi uwagami zawsze tych samych ludzi, po czym rezczony T.W. zaczyna "jechane" po szczecinskim IPNie. Czy nie wydaje sie Redakcji, ze trwa tu jakas wojna podjazdowa? A moze Redakcja sama bieze w niej udzial?
~TomaszW (Zdroje)
Przypomnę tylko iż choćby w wywiadzie dla Kuriera z zeszłego roku Marian Jurczyk mówił o tym że niewpuszczenie dziennikarzy było błędem, po 29 latach pojawia się cały czas ten wątek jako przykład nieudolności i braku politycznego wyczucia. W kontekście nowych informacji o Kapuścińskim, trzeba stwierdzić iż robotnicy mieli rację nie ufając "rządowym dziennikarzom". Warto dodać iż Jurczyk, Wądołowski i inni "weterani Grudniowi" mieli wiele doświadczeń związanych z manipulowaniem mediami, głównie lokalnymi.

gość
~TomaszW (Zdroje)
Jak widać drobne niedopatrzenia zostały szybko usunięte, również sierpniowa literówka. Jeśli chodzi o pełne błędów publikacje szczecińskiego IPN to erarty próżno czekać. Chodzi o co innego, publicystyka ma troszeczkę inne zasady,np dopuszczalny a czasem nawet pożądany jest subiektywizm, przedstawiana nieweryfikowalnych faktów, plotek, ale co do treści moich tekstów "dobrze poinformowane" anonimy nie mają wątpliwości, stale wyłapują tylko drobne błędy i literówki (za co jestem im oczywiście wdzięczny). Czytelnikom interesującym się najnowszą historią miasta zadam pytanie, czy nie dziwi Państwa brak jakiejkolwiek krytyki publikacji lokalnego oddziału IPN? Nawet "laik" potrafi wyłapać te błędy, ja dołączam się do Stanisława Tyma i w tak dobrym towarzystwie chichoczę z poziomu "naukowych" dokonań małżeństw z Janickiego.

gość
re: Benicjuszu... Jak dostrzegasz, "orłu" ze Zdroi zwracanie uwagi na KARDYNALNE błędy jest zajęciem jałowym. Tenże "orzeł" ma "orzełową"-jak mawiał Wałęsa, odpwiedź: inni robią gorsze błędy... Skoro gorsze, to orłowe mniejsze w zasadzie nie istnieją. Wobec bytów nieistniejących szkoda z takim "orłem" wieść jakąkolwiek wymianę myśli.
~TomaszW (Zdroje)
"wuja zenek". Oczywiście szanowny Panie Wielki Strajk odbył się w 1980 roku. Benicjusz Timorek - szanowny Panie dziękuję za uważne czytanie, oczywiście wkradł się błąd w imieniu Zalewskiego, ale czy to ten sam kaliber błędu jaki pojawił się w publikacji szczecińskiego IPN w kontekście pomylenia imienia zastrzelonej 17 XII Kowalczykówny, tu mam jednak do czynienia z internetowym tekstem publicystycznym, nie podanym specjalistycznej korekcie jak w wypadku IPN? Pana pokrętna sugestia jakobym dopuścił się błędu mówiąc o tym iż w opisanym czasie nie było w Szczecinie Wojewódzkich Urzędów Kontroli Prasy Publikacji i
Widowisk tylko Delegatury uważam za nieprawdziwą (błąd jest właśnie w publikacji IPN). W publikacjach naukowych szczecińskiego IPN np "Zbuntowane Miasto", "Ofiary Grudnia" mamy po kilkadziesiąt poważnych błędów świadomie zafałszowujących rzeczywistość nikomu to nie przeszkadza, nikt tego nie prostuje. Nawet Stanisław Tym się z tego wyśmiewa, proszę przeczytać http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/felietony/1503874,1,pies-czyli-kot.read Cieszę się iż czytelnicy Stetinum mają wiedzę specjalistyczną i wskazują nieprawidłowości.

gość
Ubawiłem się setnie po lekturze tekstu o strajku sierpniowym z 1981 r., a pełni radości dopełniła informacja o Andrzeju (!) Zalewskim i próba strofowania w temacie cenzury. Otóż, orle ze Zdrojów, Zalewski ma na imię Tomasz, a o cenzurze możesz poczytać choćby w wikipedii, skoro brakło umiejętności na korzystanie z książek: "Głównemu Urzędowi podlegały rozmieszczone we wszystkich 17
województwach PRL Wojewódzkie Urzędy Kontroli Prasy Publikacji i
Widowisk (WUKPPiW). W 1975 ich liczba wzrosła do 49 (adekwatnie do
liczby województw) oraz nastąpiła zmiana ich nazwy - dotychczasowe
WUKPPiW zastąpiły wojewódzkie Delegatury GUKPPiW. Kolejna zmiana
nastąpiła w 1981 r. wówczas wprowadzono nazwę Okręgowe Urzędy Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk". Takiej instytucji [jak WUKPPiW] nigdy nie było, rzecze Węgielnik, he he (x 100).
Dodaj opinięNie ponosimy odpowiedzialności za treść wypowiedzi zawartych w komentarzach i opiniach publikowanych przez Czytelników niniejszego serwisu. Publikowane komentarze są tylko i wyłącznie prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Zachowujemy oryginalną pisownię nadesłanych komentarzy.

Logowanie
Ostatnio czytali:
Ostatnio komentowane:
Skomentowane przez: pionier 46
Skomentowane przez: sargon1 Klub Kniejołaza
Skomentowane przez: Mariusz
Skomentowane przez: kasperaz
Nasze miasto | Gospodarka | Dom | Nauka | Zdrowie | Kultura | Sedinum | Rozrywka | Turystyka | Sport | Społeczność
Copyright 2009 Stetinum.pl
















(2 pkt)






