Stetinum.pl
Dodano: 2010-06-12 19:00    
 
Zemsta rozgniewanego Neptuna
Kategoria: Sedinum | kroniki Romana Czejarka
Takiego zbiegu okoliczności trudno szukać w historii światowych flot. Dwa piękne i duże statki pasażerskie urodziły się tego samego dnia. Choć były bliźniaczo podobne powstały w dwóch różnych stoczniach w Szczecinie, w odległości zaledwie kilkuset metrów od siebie. Ale to jeszcze nie koniec. Te same dwa statki zatonęły kilka lat później, również tego samego dnia i również w odległości kilkuset metrów od siebie. Przypadek czy kaprys rozgniewanego Neptuna?
Hansestadt Danzig w maskowaniu marynarki wojennej
Hansestadt Danzig w maskowaniu marynarki wojennej


W latach 20. minionego wieku, w czasie szalejącego kryzysu i bardzo poważnego załamania niemieckiej gospodarki, szczecińska stocznia Oderwerke stanęła do bratobójczej rywalizacji z upadającym szczecińskim Vulcanem. Utrzymujące stałą komunikację z Prusami towarzystwo „Seedienst Ostpreussen” razem z niemieckim ministerstwem komunikacji zamówiło w tym samym czasie dwa identyczne duże pasażerskie statki. Po jednym w każdej z dwóch stoczni.
Bliźniaczo podobne kopie planów przygotowano w Oderwerke. Motorowiec o nazwie „Hansestadt Danzig” (numer stoczniowy 678) był budowany w Vulcanie. Taki sam „Preussen” (numer stoczniowy 725) w niedalekiej Oderwerke. Był to chyba jedyny przypadek w dziejach XX-wiecznej żeglugi, by dwie duże jednostki oddano potem do użytku tego samego dnia! Obydwa statki zwodowano 17 marca 1926 roku. W tak uroczystej chwili nikt nie przypuszczał, że wiele lat później, obie jednostki zatoną również tego samego dnia i to tuż obok siebie.
Nowoczesne, jak na lata dwudzieste minionego wieku, statki miały ponad 85 m długości i oficjalnie rozwijały prędkość do 16 węzłów. W maszynowniach zainstalowano po dwa 10-cylindrowe silniki diesla o łącznej mocy 6400 koni mechanicznych, napędzające dwie śruby. Podawana w stoczniowych katalogach prędkość 16 węzłów była najbardziej racjonalna ze względów ekonomicznych (wtedy silniki zużywały najmniej paliwa) ale maszynownie obliczono tak by faktyczna prędkość w razie potrzeby była zdecydowanie wyższa. Oba statki mogły więc osiągnąć nawet 20 węzłów. Zgodnie z przepisami każdy z motorowców zabierał na pokład maksymalnie do 1280 pasażerów. 120 pasażerów podróżowało w 60 luksusowych kabinach, reszta na pokładach. Jak to zwykle bywa, w krótkie jednodniowe rejsy zabierano trochę więcej osób. Zanotowane oficjalnie „rekordy” to 1283 pasażerów na „Hansestadt Danzig” oraz 1300 ludzi na „Preussen”. Załoga liczyła pierwotnie 67 ludzi, później dla komfortu podróżujących zwiększona ją do 83.
„Hansestadt Danzig” został oficjalnie uznany za pierwszy statek zbudowany specjalnie na zamówienie Reichsverkehrsministerium oraz „Seedienst Ostpreussen”. Formalnie jednostka należała do Norddeutscher Lloyd w Bremie. Dla bliźniaczego statku „Preussen” bezpośrednim armatorem był znany J.F.Braeunlich ze Szczecina.
Rywalizacja nie wykazała wprost, która stocznia jest lepsza, gdyż podczas pierwszych rejsów ujawniły się... poważne błędy popełnione przy projektowaniu! Od samego początku obie jednostki były mało stateczne, co powodowało kłopoty na wzburzonym morzu. Zjawisko było na tyle niepokojące, że na początku lat 30., pod naciskiem firm ubezpieczeniowych, podjęto decyzję o remoncie statków, połączonym ze znaczną przebudową i wydłużeniem kadłubów do długości prawie 94 m.


Prace remontowe wykonano w stoczni Oderwerke, bo Vulcan już wtedy nie istniał. Wydłużenie kadłubów okazało się dobrym pomysłem i statki znacząco zyskały na stateczności. W 1933 przedłużono „Hansestadt Danzig”, rok później „Preussen”. Kolejny remont obu jednostek wykonano w sierpniu i wrześniu 1939 roku, ale tu cel prac był zupełnie inny. Jeszcze w czasie projektowania, Niemcy założyli, że w przypadku wojny oba statki zostaną szybko przerobione na wojskowe szybkie stawiacze min.
W 1939 roku obie jednostki wcielono do Kriegsmarine. „Hansestadt Danzig” otrzymał dodatkowe uzbrojenie przeciwlotnicze w postaci 2 dział kalibru 88mm, 4 działek kalibru 37mm, oraz aż ośmiu szybkostrzelnych działek 20mm. Do tego dostawiono tory minowe na 360 min. „Preussen” został skromniej uzbrojony tylko 2 w działa 88mm, ale otrzymał za to tory na aż 400min. Przed tragicznym finałem u wybrzeży Szwecji „Hansestadt Danzig”, jako okręt transportowy, wziął jeszcze udział w morskiej inwazji na Danię 8 kwietnia 1940 roku.
Pechowy koniec największych jednostek dawnej „Seedienst Ostpreussen” rozegrał się 9 lipca 1941 roku. Motorowcom „Hansestadt Danzig” i „Preussen” towarzyszył trzeci statek o nazwie „Tannenberg” (zbudowany w Stettiner Oderwerke, numer stoczniowy 780, wodowany po dość poważnych perypetiach 6 kwietnia 1935 roku). Wszystkie okręty wracały z Finlandii do Świnoujścia w Niemczech po nowy zapas min. W obawie przed radzieckimi łodziami podwodnymi zespół płynął dość blisko szwedzkich wybrzeży. Zakładano, że w przypadku realnego zagrożenia ze strony radzieckich podwodniaków okręty zmienią kurs i „ukryją” się na neutralnych wodach Szwecji.
Po minięciu Cieśniny Kalmarskiej oddzielającej Olandię od Szwecji niemiecki zespół lekko zboczył z kursu i nieszczęśliwie wszedł na nieoznakowaną szwedzką zagrodę minową. Było to zaledwie 4 mile od południowego krańca Olandii. Pierwszy wybuch nastąpił o 18.40, potem słychać było następne. Wypadki działy się tak szybko, że mimo wyjątkowo spokojnego morza nie było szans na ewentualne holowanie i uratowanie całych jednostek. Ostatecznie po podliczeniu strat na „Hansestadt Danzig” zginęło 6 osób, na „Preussen” 4 osoby, zaś na „Tannenbergu” 10 ludzi. Sprawną akcję ratowniczą przeprowadziły eskortujące zespół niewielkie kutry, których zanurzenie było na tyle niskie, iż przepływały nad szwedzkimi minami. Zardzewiałe wraki „Hansestadt Danzig” oraz „Preussen” częściowo wydobyto i złomowano na początku lat pięćdziesiątych.
Więcej na stronie: www.czejarek.pl


Stetinum.pl