Stetinum.pl
Dodano: 2010-05-01 19:00    
 
Statek pełen złota
Kategoria: Sedinum | kroniki Romana Czejarka
Był środek nocy z 28 na 29 lipca 1914 roku, gdy kapitan „Kronprinzessin Cecilie” wezwał na mostek wszystkich oficerów. Właśnie nadeszła pilna depesza informująca o wybuchu wojny. Tymczasem zwodowany w szczecińskim Vulcanie, wielki czterokominowy transatlantyk był na samym środku wzburzonego Oceanu. Tylko kilka osób wiedziało, że oprócz ponad tysiąca pasażerów na pokładzie, w ładowniach jest jeszcze super tajny ładunek - złote sztaby Banku Niemiec o rekordowej wartości ponad 10 milionów dolarów!
Kronprinzessin Cecilie - pocztówka z 1906 roku
Kronprinzessin Cecilie - pocztówka z 1906 roku


Zbudowana na zamówienie Norddeutscher Lloyd’s (w skrócie NDL) „Kronprinzessin Cecilie” była piątym i ostatni niemieckim czterofajkowcem. Kadłub spłynął na wodę w Szczecinie w sobotę 1 grudnia 1906 roku. Tradycyjnie na uroczystość przyjechał salonką z Berlina sam Cesarz. Dyrektor stoczni Vulcan wydał wielkie przyjęcie w salach prestiżowego Hotelu „Preussenhof”. Relacje z bankietu zamieściły wszystkie ówczesne szczecińskie gazety. Nowy statek miał pojemność 19 360 BRT, ponad 215 metrów długości i maszyny o mocy 45 tys. koni mechanicznych. Zabierał w sumie 1808 pasażerów: 742 w pierwszej klasie, 326 w drugiej oraz 740 w trzeciej. Maksymalną prędkość oszacowano na 23 węzły. W chwili wodowania „Kronprinzessin Cecilie” była najbardziej luksusowym transatlantykiem na świecie.
Przez kilka kolejnych lat „Kronprinzessin Cecilie” wspólnie z innymi czterokominowymi statkami NDL pływał na trasie Bremen - Southampton - Cherbourg - Nowy Jork. Jednostka słynęła z największej w historii żeglugi zamontowanej pod pokładem pojedynczej maszyny parowej oraz z tzw. „dodatkowych kabin” dla milionerów. Co w nich było? Po raz pierwszy, dla najbogatszych pasażerów najbardziej luksusowej klasy, zaprojektowano nie tylko oddzielne apartamenty, lecz również prywatne jadalnie. Zrobiono tak specjalnie na życzenie amerykańskich bogaczy, którzy często nim rejsowali. Dla orientacji, w 1910 roku najdroższy bilet przez Ocean kosztował 2500 USD, najtańszy dokładnie sto razy mniej - 25 USD.
W chwili ogłoszenia deklaracji o wojnie „Kronprinzessin Cecilie” była na pełnym morzu, w drodze z Nowego Jorku do Bremerhaven. Tajny ładunek, czyli złote sztaby o łącznej wartości ponad 10 mln USD oraz srebro szacowane na 3,4 mln USD miały trafić wprost do Niemiec. Niestety w nowej sytuacji, spotkanie z brytyjskimi okrętami wojennymi wysłanymi na przechwycenie towaru było prawie pewne. Wcześniej planując transport złota po prostu zakładano, że wojna wybuchnie trochę później. Polityka okazała się jednak ważniejsza.
W pierwszej chwili kapitan podjął decyzję o całkowitym zaciemnieniu jednostki. Dla bezpieczeństwa wyłączono też nadajnik oraz odbiornik radiowy. Część pasażerów wpadła w panikę, inni uważali, że biorą udział w jakiś dziwnych manewrach. Wielu bogatych klientów z pierwszej klasy głośno protestowało, zapowiadając złożenie pozwów o odszkodowania i domagając się od załogi natychmiastowych wyjaśnień. Jeszcze większe zdziwienie zapanowało następnego dnia. Z nastaniem świtu marynarze przystąpili do... przemalowywania znaków armatora na kominach! Nowe kolory odpowiadały oznakowaniu brytyjskich linii White Star. U samego szczytu namalowano też ciemne poziome pasy. Wszystko po to by oglądana z daleka „Kronprinzessin Cecilie” wyglądała dokładnie tak samo jak angielski czterokominowy transatlantyk „Olimpic”!


Statek kilkakrotnie zmieniał kurs i kierunek rejsu. Ostatecznie, po kilku naradach  kapitan zdecydował się na zawrócenie z trasy i żeglugę do neutralnego amerykańskiego Bar Harbor w stanie Maine. Warto pamiętać, że w 1914 roku Niemcy nie byli w stanie wojny z USA. Z bardziej zabawnych wydarzeń warto odnotować jeszcze delegację bogatych amerykańskich milionerów. Przyszli oni do kapitana „Kronprinzessin Cecilie” z propozycją... zakupu statku na czas rejsu! W ten sposób Niemcy mogliby, przynajmniej teoretycznie, legalnie wywiesić amerykańską flagę, co jak naiwnie sądzili bogaci pasażerowie, zapewni im pełne bezpieczeństwo, nawet w czasie wojny.
Gdy „Kronprinzessin Cecilie” pojawiła się na redzie Bar Harbor władze tego niewielkiego portu padły ofiarą niemieckiego fortelu i początkowo były przekonane, że mają do czynienia ze słynnym angielskim parowcem „Olimpic”. Z taką wiadomością zatelegrafowano do Nowego Jorku, skąd przyszła zaskakująca odpowiedź, że coś tu chyba jest „nie tak”, bo w tym samy czasie... „Olimpic” stoi spokojnie przy swoim porcie na Manhattanie. A dwóch identycznych statków na pewno nie ma.
Ostatecznie „Kronprinzessin Cecilie” podobnie jak inne niemieckie statki została internowana. Potem jednostkę przebazowano do Bostonu, gdzie czekała na dalsze decyzje. Tak minęły trzy lata. Po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Stany Zjednoczone statek przejęła amerykańska marynarka i przeznaczyła na transportowiec dla wojska. Nazwę „Kronprinzessin Cecilie” zmieniono na USS „Mount Vernon”.
Z wojennych przygód „Kronprinzessin Cecilie” kroniki odnotowują przede wszystkim storpedowanie przez niemiecki okręt podwodny U-82. USS „Mount Vernon” był w drodze z Europy do Ameryki, kiedy to 5 września 1918 roku, w odległości około 200 mil morskich od brzegów Francji, załoga wypatrzyła na morzu peryskop. W tamtych czasach wśród załóg alianckich okrętów panowała „peryskopomania”. Rzekome niemieckie okręty podwodne widziano dosłownie wszędzie i o każdej porze. Ochrona konwoju, w którym płynął USS „Mount Vernon” rutynowo otworzyła ogień. Tym razem peryskop okazał się prawdziwy, zaś atak torpedowy skuteczny. Eksplozja zabiła 36 osób, kolejne 30 poważnie raniła, wyrwała w burcie USS „Mount Vernon” sporą dziurę oraz uszkodziła połowę kotłów. Gdy z dużym trudem powstrzymano napływ wody, transportowiec zawrócił w kierunku Francji i wolno dopłynął do Brestu. Tam dokonano wstępnych napraw i skierowano USS „Mount Vernon” na poważny remont do Bostonu.
W latach dwudziestych dawny transatlantyk „Kronprinzessin Cecilie” został odstawiony do rezerwy i już nigdy nie wyruszył w morze. W 1940 roku Amerykanie zaoferowali jeszcze przejęcie zardzewiałego statku przez Brytyjczyków, lecz stan maszyn był już tak dramatycznie zły, że przywrócenie jednostki do służby stało się całkowicie nieopłacalne. W tym samym roku „Kronprinzessin Cecilie” przeholowano do Baltimore i zezłomowano. Ostatni ze szczecińskich czterokominowców przestał istnieć.
Więcej na stronie: www.czejarek.pl


Stetinum.pl