Stetinum.pl
Dodano: 2010-04-24 19:00    
 
Przepołowiony kominek
Kategoria: Sedinum | kroniki Romana Czejarka
Historia zamku w Swobnicy koło Szczecina mogłaby posłużyć za scenariusz do filmu z gatunku przygód „płaszcza i szpady”. Przez długie lata byli tu joannici. Znienawidzeni przez okoliczną ludność musieli zamknąć się za grubymi murami warowni. I choć sam zamek szczęśliwie uniknął wyniszczających oblężeń, u jego boku rozgrywały się dramatyczne sceny sensacyjnych pościgów, tortur oraz mordów dokonywanych w majestacie prawa.
Swobnica na pocztówce - początek XX wieku
Swobnica na pocztówce - początek XX wieku


Położony na odludziu zamek w Wildenbruch (tak przed 1945 rokiem nazywało się to miejsce) przetrwał w prawie niezmienionej formie setki lat. I pewnie do dziś cieszyłby oko miłośników historii i kolekcjonerów dzieł sztuki, gdyby nie ostatnie pół wieku. Wbrew obiegowym opiniom, nie zniszczono go w lutym 1945 roku. Nacierająca na Berlin Armia Czerwona nawet nie zdążyła zrabować zgromadzonych tu kosztowności, bo Rosjanie zatrzymali się w pobliskim Grzybnie gdzie była gorzelnia. Choć wstyd o tym pisać, prawdziwy koniec zamku w Swobnicy przyszedł kilka lat później. Wzorem innych tego typu miejsc, w zabytkowych komnatach ulokował się PGR. Po cichu rozkradziono resztki wyposażenia, część pomieszczeń przeznaczono na mieszkania i biura. A gdy z braku jakichkolwiek remontów mury i stropy zaczęły się sypać, w dawnych komnatach poprzebijano dziury w podłogach, by w zamku urządzić wielki magazyn zboża.
Kilka lat temu runęły stropy najstarszego skrzydła. Pozostała część jeszcze się trzyma, ale chyba tylko dzięki wyjątkowo grubym murom sprzed kilkuset lat. W 1992 roku zamek sprzedano biznesmenowi z zagranicy licząc, że urządzi tu luksusowy hotel i pola golfowe. Niestety, prace ograniczyły się do postawienia tabliczki „Teren prywatny, wstęp wzbroniony” oraz urządzenia na podzamczu punktu skupu dziczyzny. I tak jeden z najpiękniejszych zabytków Pomorza Zachodniego na naszych oczach zamienił się w ruinę.
Kiedy rozpoczęto budowę zamku? Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna i w świetle zachowanych dokumentów można snuć różne przypuszczenia. Wiadomo, że wznoszenie tak dużej warowni musiało zająć sporo czasu. Najpewniej prace ruszyły wiosną 1378 roku. Zamek swobnicki, wymieniony z nazwy, pierwszy raz trafił do oficjalnych dokumentów 17 lipca 1397 roku przy okazji skwapliwego liczenia pieniędzy... Wtedy to Świętobor I oraz Bogusław VII przypominali komendantowi warowni Detlafowi von Wallmodenowi o obowiązku zapłaceniu zaległych 80 korcy groszy czeskich.
Przez setki lat Swobnicą władali bardzo różni ludzie i o każdym z nich można napisać oddzielne opowiadanie. Chyba najbardziej znany to Fryderyk Wilhelm z linii bocznej Hohenzollernów, który przejął obiekt w 1711 roku. Książe był postacią barwną i z pewnością godną czasów, w jakich przyszło mu żyć. Rządził długo, bo prawie 50 lat. Dla potomnych zapisał się przede wszystkim jako wielki budowniczy i regulator dróg. Te najważniejsze obsadzał drzewami, kazał też, by kościoły wznoszono tylko w perspektywach głównych traktów komunikacyjnych co łatwo obserwować na Zachodnim Pomorzu do dziś. Ze Swobnicy Fryderyk Wilhelm postanowił uczynić letnią rezydencję dla rodziny, rezydencję, w której mógłby oddawać się swojej największej pasji czyli myślistwu.


Swoje rządy zaczął jako bardzo młody, zaledwie kilkunastoletni człowiek. Współcześni nadali mu przydomek Der Tolle Markgraf czyli Szalony Margrabia. Może dlatego, że słynął z szybkich i kontrowersyjnych decyzji. Jako czternastolatek rozkazał zniszczyć instrumenty służące do procesów o czary. Lubił zawadiackie życie, bale i awantury, ze szczególnym upodobaniem wybierając za cel publicznych sporów osoby duchowne.
Na początku XX wieku prywatny dzierżawca Swobnicy prowadził tu wielki folwark. W skład majątku wchodziło ponad 900 ha gruntów uprawnych, 34 budynki mieszkalne (nie licząc gospodarczych), gorzelnia oraz owczarnia. Autorem pierwszej liczącej się pracy o zamku został zasłużony badacz losów Pomorza Zachodniego i zarazem późniejszy wieloletni konserwator zabytków Hugo Lemcke. W 1902 roku ukazała się jego książka gdzie oprócz opisu Lemcke zamieścił również plany założenia zamkowego oraz rzut parteru.
Główną część majątku w Swobnicy ewakuowano w połowie stycznia 1945 roku. W czasie pierwszych dwóch dni lutego odjechały wagony z mieszkańcami wsi. 3 lutego 1945 roku do Wildenbruch wkroczyli Rosjanie. Nie zanotowano żadnych walk ani potyczek. Po prostu nikogo tu już prawie nie było. Za oficjalną datę pojawienia się pierwszych ludzi z polskimi korzeniami przyjęto 22 czerwca 1945 roku, za datę wyjazdu ostatnich Niemców 26 czerwca 1945. Właśnie wtedy zamkowe komnaty zostały zajęte przez osadników na prywatne mieszkania. Były to bardzo atrakcyjne miejsca, bo w pokojach pozostały meble i liczne sprzęty codziennego użytku. W 1948 roku podjęto decyzję o utworzeniu w Swobnicy państwowego gospodarstwa rolnego. Z zamku wykwaterowano ludzi i umieszczono tam biura. Boczne pałacowe skrzydła przeznaczono na pomieszczenia gospodarcze, a z czasem na chlewnię.
Ponieważ nie przeprowadzano żadnych remontów, zamek powoli popadał w ruinę. W jeziorze obniżyło się lustro wody, zarosły brzegi, dawny piękny park pokryły chaszcze. Lata siedemdziesiąte XX wieku przyniosły pewne ożywienie gospodarcze oraz społeczną nadzieję na zmiany. W Warszawie przystąpiono do odbudowy Zamku Królewskiego, w różnych miejscach Polski dawne zamki, dwory i pałace doczekały się chociaż częściowych prac zabezpieczających. Wydawało się, że na tej fali swoją szansę ratunku znajdzie również niszczejąca Swobnica. Wyrazem tego było zamówienie opracowania projektu przebudowy zamku na dom wczasowy. Oczywiście plan pozostał tylko na papierze. W latach osiemdziesiątych XX wieku obiekt stał już pusty, a w zniszczonych komnatach można było spotkać najwyżej dzikie zwierzęta. W 1992 roku za zaledwie 500 mln dawnych złotych oddano zamek i park o powierzchni prawie 25 tysięcy metrów kwadratowych w prywatne i nie najlepsze ręce.
Dziś zamek w Swobnicy znów szuka nowego dobrego właściciela. Chętnych specjalnie nie widać, a jedynymi gośćmi w sypiących się murach są głównie poszukiwacze skarbów. Już trudno policzyć wyryte przez nich dziury w ogrodzie i rozkute ściany. Oczywiście nikt niczego ciekawego nie znalazł ale legenda pozostała. Podobnie jak liczne szkody. Symbolem upadku zamku jest zdewastowana dawna piękna sala balowa ze słynnym „przepołowionym kominkiem”.
Więcej na stronie: www.czejarek.pl


Stetinum.pl