Stetinum.pl
Dodano: 2010-05-08 20:00    
 
Podatek od smrodu
Kategoria: Sedinum | kroniki Romana Czejarka
Miło mi, że opisana kilka tygodni temu historia zrujnowanego zamku w Swobnicy koło Szczecina wzbudziła aż takie zainteresowanie. Otrzymałem sporo pytań o szczegóły z przeszłości, cześć czytelników była zdziwiona, że tak barwne historie mogły popaść w zapomnienie. A jednak tak się stało! Może więc czas na małą wyprawę w przeszłość...
Swobnica - litografia z 1904 roku
Swobnica - litografia z 1904 roku


W 1345 roku książe Barnim III podpisał w kołbackim klasztorze oficjalny akt nadania ziemi Joannitom. Były to tereny „odzyskane” po krwawo zlikwidowanym zakonie Templariuszy. Choć dziś rzadko się o tym mówi, Joannici od samego początku nie byli mile widzianymi gośćmi. Dobrze prosperujące samodzielne pomorskie miasta o dużej autonomii nie miały zamiaru podporządkować się wpływom obcych zakonników, a już tym bardziej nie życzyły sobie konkurencji w produkcji i handlu. Przykładem był tutaj ostry zatarg pomiędzy mieszczanami z Chojny oraz joannitami z Rurki. Finałem była napaść uzbrojonych mieszczan na słabo bronioną komandorię w 1373 roku. Relacje mówią o spaleniu domu, rozpędzeniu bydła oraz zrabowaniu sprzętów liturgicznych.
Właśnie wtedy miejscowy komendant Wilhelm Hoste rozpoczął gorączkowe starania w celu zbudowania nowej i lepiej przygotowanej do obrony siedziby zakonu. Miał ku temu osobiste powody. Zaniepokojony zatargami z Chojną chciał wnieść skargę do papieża i w tym celu ruszył na wyprawę do Awinionu. Daleko nie ujechał. Już koło Gorzowa został pojmany przez ludzi niejakiego Wedla (był to słynny ród osiadły w Krzywnicy Stargardzkiej i Korytowie koło Choszczna). Nie bacząc na zakonne szaty, komendanta osadzono najpierw w zamku w Różankach koło Gorzowa, potem wleczono konno (!) do Chojny, a na koniec sądzono przed archidiakonem z Lubusza. Od niechybnego końca Wilhelma Hoste uratowała dopiero interwencja papieża, który zagroził oprawcom wieczną klątwą.
Nic dziwnego, że mocno doświadczony Wilhelm Hoste zrobił wszystko, by stare oraz niepewne miejsce szybko opuścić. Cztery lata później, 22 listopada 1377 roku, książęta szczecińscy (zarazem bracia) Świętobor I oraz Bogusław VII spełnili prośby komendanta i pozwolili zakonnikom założyć nowy zamek koło Bań, właśnie w Swobnicy .
Niestety, jak pokazało życie, historia lubi się powtarzać. Podobnie jak w przypadku zatargu załogi Rurki z mieszkańcami Chojny, także w Swobnicy szybko doszło do konfliktu z mieszczanami z Bań. Co prawda, nikt nie zdecydował się na otwarte zaatakowanie nowego zamku (być może pod koniec XIV wieku był dobrze umocniony i taka wyprawa nie miałaby dużych szans), ale wydarzenia poszły w jeszcze gorszym kierunku. 11 listopada 1399 na przedpolach Bań został złapany i zamordowany sam mistrz zakonny Detlaf von Wallmoden. Naoczny świadek zajścia, mocno wystraszony komtur von Rohr, salwował się ucieczką, lecz szybko pojmany, został uwięziony w wieży bańskiego kościoła.
Gdy wieść o zajściu rozeszła się po okolicy, kara dla zbuntowanych mieszczan była bardzo sroga. Oprócz normalnych podatków na Banie nałożono dodatkowy karny podatek, w wysokości 25 guldenów. 7 listopada 1400 roku mieszczanie uroczyście przysięgli również postawić w miejscu morderstwa duży krzyż pokutny. Zniesienie opłat i likwidacja krzyża nastąpiły dopiero po... ponad 150 latach, w 1553 roku! Oczywiście to wydarzenie na długi czas położyło cień pomiędzy zakonnikami a mieszczanami. Na wyrównanie krzywd i zemstę niektórzy cierpliwie czekali kilkadziesiąt lat.


Przekazy i legendy (czasami trudno dziś odróżnić tu prawdę od podań) podają wiele innych przykładów. Zakonnicy sięgali przeróżnych metod by napełnić swój skarbiec. Jednym z pomysłów było nałożenie kolejnego podatku, tym razem liczonego od każdej wywożonej z miasta fury obornika. Według relacji pewnego razu zbuntowani chłopi pojmali zakonnika wysłanego do liczenia fur. By wymóc jego uległość najpierw zamknęli go w wieży. Ponieważ zakonnik uparcie nie chciał zmienić zdania, by przyśpieszyć rozwój wypadków mieszczanie zatkali wszystkie otwory wentylacyjne wieży... spornym obornikiem!
Znana jest też historia o tym, jak na początku XV wieku swobnicki komtur wziął w niewole urodziwą Reginę - córkę sołtysa Bań Matthiasa Leupolda. Wydarzenie miało miejsce przy południowym końcu pobliskiego jeziora. Na pamiątkę do dziś mówi się, że jest to Komtur Ende - zakątek komtura. Pojmana Regina razem z dwiema przyjaciółkami znalazła się w zamkowej wieży. Szczęśliwy traf sprawił, że panny jakoś uciekły. Gdy to zauważono, rozpoczęła się szalona pogoń. Bracia zakonni dogonili dziewczyny tuż obok mostu prowadzącego do miejskiej bramy. W zamieszaniu jeden z rycerzy, w czasie szarpaniny na moście, wpadł do wody i nieszczęśliwie utonął. Zakonnicy uznali, że tragedii winne jest miasto i ówczesnym zwyczajem zmusili mieszczan do uznania swojej winy, a następnie postawienia kolejnego krzyża pokutnego.
Po tragicznej śmierci Detlafa von Wallmodena nowym komendantem został brat Degenhard von Predöl. Czy to ten, który uganiał się za Reginą? Tego już na pewno nie wiemy. Budując potężny zamek w Swobnicy, joannici mieli najprawdopodobniej ukryty dalekosiężny cel. Było nim najpierw oderwanie południowej, przygranicznej części księstwa pomorskiego, a potem przyłączenie jej do Marchii Brandenburskiej. Żadna inna komandoria, ze względu na położenie, nie miała takiej szansy. Tym ważniejsza w zakonnych planach stawała się Swobnica. Nic dziwnego, że prawo joannitów do ziemi bańskiej było wielokrotnie kwestionowane, a panujący na szczecińskim zamku książęta traktowali je raczej jako lenno. Próby uniezależnienia się zakonników budziły niepokój i jak łatwo zauważyć, doprowadziły w końcu do otwartego sporu z księciem Bogusławem X. Z drugiej strony, mimo zatargów pomiędzy joannitami a szczecińskim dworem, stale zawierano jakieś interesy, czego przykładem może być sprzedaż Bań.
Wczesnym latem 1417 roku na swobnickim zamku odbyło się spotkanie księcia szczecińskiego Kazimierza V z krzyżackim wójtem Nowej Marchii. Rozmowy dotyczyły próby zakończenia przygranicznych sporów i wzajemnych rabunków, co ciągle zdarzało się niepokojąco często. Joannici nadal nie mogli darować mieszczanom dawnego mordu na ich mistrzu i baliwie Detlafie von Wallmodenie. Bez przerwy dochodziło do nowych spięć, zwłaszcza że zakonnicy cały czas bezlitośnie zbierali należne im podatki. Gdy wreszcie w 1483 roku Bogusław X podpisał dokument sprzedaży miasta, joannici pokazali na co ich stać. Za nieposłuszeństwo i krnąbrność mieszczan wyburzono do końca mury miejskie Bani.
Więcej na stronie: www.czejarek.pl


Stetinum.pl