Podobno najważniejszą cechą dowódcy jest umiejętność zachowania zimnej krwi w czasie niespodziewanej kryzysowej sytuacji. Niestety tej ważnej cechy zabrakło admirałom niemieckiej Kaiserliche Marine w dniu wybuchu pierwszej wojny światowej. Ofiarą ich błędnej decyzji był świeżo zwodowany, piękny pasażerski parowiec ze szczecińskiego Vulcana. Życie straciło też wielu przypadkowych marynarzy.

Propagandowa kartka - SMS Konig Luise topi HMS Amphio
Po tym dramatycznym incydencie Niemcy bardzo sprytnie zatuszowali swój błąd. Uruchomili też wielką propagandową machinę, by pokazać, że ofiara nie była niepotrzebna. I tak pomyłka została przedstawiona opinii publicznej jako wielki sukces, w co wielu ludzi rzeczywiście uwierzyło. Dowódcom Kaiserliche Marine pomógł w tym przypadek oraz... kompromitujący błąd jaki w tym samym czasie i w tym samym miejscu popełnili pewni zwycięstwa Brytyjczycy.
Bohaterem tych smutnych wydarzeń był tzw. Seebäderschiff „Königin Luise” zbudowany w szczecińskiej stoczni AG Vulcan na zamówienie Hamburg-Amerika Line czyli słynnego HAPAG-u. Dwukominowy parowiec o pięknej klasycznej linii został zbudowany w latach 1912-1913. Miał nośność 2163 BRT oraz długość 88,42 metra, szerokość 11,78 metra i zanurzenie 3,4 metra. Wodowanie nastąpiło 8 maja 1913 roku. Nowoczesny turbinowy napęd (dwie turbiny AEG-Vulcan) o łącznej mocy 6500 koni mechanicznych, pracował na dwie śruby i nadawał jednostce bardzo dużą jak na tego typu statki prędkość ponad 20 węzłów. Stała załoga liczyła 96 ludzi, zaś na pokład można było zabrać do 1850 pasażerów.
Ponieważ od wielu lat Niemcy szykowali się do wojny, już w czasie kreślenia planów „Königin Luise” założono na wszelki wypadek, co będzie można zmienić na pokładzie w chwili mobilizacji i przejęcia jednostki przez Marynarkę Wojenną. Przewidziano miejsce na tory minowe oraz specjalne wzmocnienia pod działa. Co do tego, że Kaiserliche Marine upomni się o parowiec, nikt nie miał wątpliwości. Ze względu na dużą prędkość i nowoczesną konstrukcję statek od samych narodzin był łakomym kąskiem dla wojskowych. Chyba jednak nikt nie sądził, że wojna wybuchnie tak prędko.
Po ukończeniu prac wyposażeniowych i wcieleniu do służby w barwach HAPAG-u „Königin Luise” odbyła zaledwie kilka skromnych rejsów. Jej „cywilne” życie trwało tak krótko, że z tego okresu do dziś zachowało się zaledwie kilka nienajlepszych zdjęć jednostki. W odróżnieniu od innych podobnych statków, „Königin Luise” nie zdążyła zdobyć uznania pasażerów ani należnej jej popularności. A szkoda, bo z pewnością na to zasłużyła. Niestety ten statek przeszedł do historii z zupełnie innego powodu.
Tak jak to było do przewidzenia, szybki parowiec od razu po wybuchu pierwszej wojny światowej, czyli już 3 sierpnia 1914 roku, został wcielony do Kaiserliche Marine w celu pełnienia roli pomocniczego stawiacza min. Od tej chwili wydarzenia związane z „Königin Luise” następowały błyskawicznie. Następnego dnia na pokładzie parowca ułożono tory umożliwiające zabranie do 200 morskich min. Planowano też zainstalować dwa działa kalibru 88 mm, ale tego nie zdążono już zrobić. 4 sierpnia 1914 roku, w chwili gdy na „Königin Luise” trwały prace związane z torami minowymi, Wielka Brytania oficjalnie ogłosiła przystąpienie do wojny. Najwyraźniej pod wpływem tego wydarzenia sztabowcy Kaiserliche Marine wpadli w panikę i, nie czekając na rozwój wydarzeń, kazali załodze zmobilizowanego parowca natychmiast wypłynąć w morze. Gdy kapitan „Königin Luise” otworzył kopertę z rozkazem, chyba aż zaniemówił z wrażenia – niemieccy admirałowie polecili mu niezwłocznie popłynąć... w samą paszczę lwa, czyli do ujścia londyńskiej Tamizy i właśnie tam postawić świeżo załadowane na pokład miny! Co gorsza załoga „Königin Luise” miała to zrobić bez jakiejkolwiek obstawy i nawet bez obiecanych dział 88 mm.
Dla każdego taka misja pachniała samobójstwem. Ale w Kaiserliche Marine rozkaz był rozkazem i nikt nie miał prawa z nim dyskutować. Jedyną ochroną w wielce ryzykownej misji mogło być marynarskie szczęście oraz... sprytne malowanie. Bezpośrednio przed rejsem Niemcy zdążyli przemalować część statku na barwy brytyjskiego armatora Great Eastern Railway. Zakładając, że ujście Tamizy będzie tradycyjnie skryte we mgle, można było liczyć na pomyłkę brytyjskich dozorowców, a to dawało choć teoretyczną szansę na ratunek.
Wieczorem 4 sierpnia 1914 roku „Königin Luise” popłynęła ku swojemu przeznaczeniu. Część min udało się postawić jeszcze w ciemnościach. O świcie 5 sierpnia niemiecki okręt został zauważony przez miejscowych rybaków. Mimo to miny były stawiane nadal. O 10:25 parowiec natknął się na brytyjski krążownik HMS „Amphion” w towarzystwie 16 niszczycieli. Spotkanie tylko z jedną z tych jednostek było już dla bezbronnej „Königin Luise” wyrokiem śmierci, a tu aż tyle wrogich, uzbrojonych po zęby okrętów! Do tego dwa niszczyciele HMS „Lance” oraz HMS „Landrail” podeszły bliżej by skontrolować dziwny parowiec.
W tej beznadziejnej sytuacji Niemcy podjęli jeszcze desperacką próbę ucieczki. Obsługa wycisnęła z maszyn maksimum mocy rozkręcając turbiny powyżej granicy ryzyka. Przez chwilę wydawało się nawet, że „Königin Luise” umknie losowi, zwłaszcza, że na horyzoncie pojawiła się ściana zbawczego deszczu. Niestety Anglicy z HMS „Lance” otworzyli celny ogień. Warto dodać, że były to pierwsze historyczne strzały brytyjskich jednostek w czasie pierwszej wojny światowej. Po chwili do „Königin Luise” strzelali już prawie wszyscy.
Wielokrotnie trafiony niemiecki stawiacz min szybko zapalił się i stanął w miejscu. Jak zapisali Brytyjczycy o 12:22 wrogi okręt poszedł na dno. Z ponad stu osób załogi uratowano zaledwie 46 marynarzy. Część wzięły na pokład angielskie niszczyciele, 21 osób trafiło na pokład krążownika HMS „Amphion”. Tym samym „Königin Luise” też przeszła do historii, tym razem jako pierwszy zatopiony w czasie wojny okręt Kaiserliche Marine.
Ale to nie koniec wydarzeń. Po zatopieniu „Königin Luise” brytyjska grupa rozpoznawcza dalej kontynuowała swój rejs szukając w pobliżu innych wrogich stawiaczy min. Wieczorem 5 sierpnia Anglicy dostali rozkaz powrotu do bazy. Wykazali się jednak całkowitą bezmyślnością i w drogę powrotną ruszyli tą samą trasą którą płynęli wcześniej. Na tragiczne skutki takiego błędu nie trzeba było długo czekać. O świcie 6 sierpnia około godziny 6:30 HMS „Amphion” wszedł wprost na pole minowe postawione poprzedniej nocy przez leżącą już na dnie morza „Königin Luise”! Krążownik wpadł kolejno na dwie niemieckie miny, zapalił się i zatonął w bardzo krótkim czasie. W czasie tego dramatu zginęło 151 brytyjskich marynarzy oraz 19 osób uratowanych wcześniej z „Königin Luise”.
W czasie następnych lat obie strony przedstawiały to wydarzenie mocno zmieniając fakty bo nikt nie chciał przyznać się do swoich błędów. Niemcy wydali serię propagandowych pocztówek, na których widać płonącą „Königin Luise”, a obok tonący HMS „Amphion”. Dzięki temu udało się wmówić niemieckiej opinii publicznej, że tuż przed zatonięciem załoga „Königin Luise” stoczyła heroiczną walkę i rzekomo zatopiła w boju dużo silniejszego przeciwnika.