Czy Walentynki to dobra okazja na wyprawę do Doliny Miłości? Dla zakochanych z pewnością tak. Jest jednak jeden poważny problem. To jedno z najbardziej zapomnianych i odludnych miejsce w Polsce...
Trafić tu trudno, a jeżeli ktoś wybierze się samochodem musi uważać, by nie zabłądzić i dosłownie nie wjechać kołami do Odry! Jeżeli jednak pokonamy te trudności, Dolina odwdzięczy nam się bajkowymi widokami oraz niesamowitą ciszą.
Niezwykły park na malowniczych wzgórzach obok Odry założyła w 1850 roku Anna von Humbert, żona właściciela majątku ziemskiego w pobliskim Krajniku Górnym. Dziś w tym miejscu przebiega granica państwowa pomiędzy Polską i Niemcami. By dotrzeć do wejścia, trzeba przejechać samochodem pomiędzy słupami granicznymi po pasie „ziemi niczyjej” i zaparkować tuż obok skalnego rumowiska, zabezpieczającego brzeg rzeki.
Anna chciała po prostu zrobić niespodziankę mężowi. Park został przygotowany w tajemnicy podczas jednego z dłuższych wyjazdów Carla Philippa von Humberta. Kochająca żona poleciła, by przy wjeździe rozwiesić nawet wielki transparent z napisem „Witamy w dolinie, którą miłość stworzyła”. Taki obraz zobaczyła grupa znakomitych gości zaproszonych na uroczyste otwarcie. W relacji z tego wydarzenia kilka dni później lokalna gazeta w Schwedt (najbliższe duże miasto, dziś po niemieckiej stronie) użyła określenia „Dolina Miłości” – i tak już zostało. W pierwszym etapie tworzenia parku wytyczono ścieżki do najlepszych miejsc widokowych. Anna kazała też spiętrzyć wodę w pobliskim strumieniu, a do stawów wpuszczono złote rybki.
W 1852 roku Humbertowie dokupili trochę ziemi, powiększyli park i zbudowali letniskowy Domek Szwajcarski oraz leśniczówkę dla stałego opiekuna Doliny Miłości. Niedługo później Anna zmarła. Jej mąż (przeżył żonę o 7 lat) zdążył jeszcze założyć hodowlę bażantów, a przed śmiercią zobowiązał syna Henryka do dalszej rozbudowy parku. Wzgórza nad Odrą cieszyły się w tamtych czasach wielką popularnością, ściągając tłumy zwiedzających, przybywających tu w poszukiwaniu romantycznej przygody. W następnych latach powstały nowe punkty widokowe oraz ruiny greckiej świątyni. Poszczególne miejsca otrzymywały efektowne nazwy, takie jak Biała Altana, Wzgórze Uciech, Wzgórze Ruin albo Wzgórze Parasola. Ostatnia nazwa pochodziła od olbrzymiej drewnianej konstrukcji chroniącej biesiadujących w parku przed upałem, tak jak wielki letni parasol. W najbardziej „dzikiej” części parku urządzono restaurację o dźwięcznej nazwie: Leśny Kocur.
Od końca XIX wieku Doliną Miłości opiekował się René von Humbert. Jego zasługą było ustawienie w parku pięknych barokowych rzeźb z piaskowca - Apolla i Diany. Niestety nie obyło się bez kłopotów. Problemem okazali się niemieccy myśliwi, odwiedzający park razem ze strzelbami i urządzający sobie polowania na leśne zwierzęta. W 1907 roku René został zmuszony do zamknięcia bażanciarni, bo po prostu wszystkie ptaki zostały zabite! Ze względu na gości bezmyślnie zrywających najpiękniejsze kwiaty, na początku XX wieku wprowadzono zakaz odwiedzania parku od kwietnia do czerwca, czyli w okresie największej wegetacji roślin. W praktyce było to jednak bardzo trudne do wyegzekwowania.
W 1927 roku posadzone zostały nowe drzewa. Wprowadzono też nowy zwyczaj stawiania w parku wielkich pamiątkowych kamieni z wyrytymi okolicznościowymi napisami. Pierwsze dwa głazy poświęcono pamięci Carla Philippa von Humberta oraz jego siostry Sophie. Obok imion, nazwisk i dat postawiono też głazy z sentencjami: „Szlachetny to człowiek, uczynny i dobry” albo „Co odziedziczyłeś po przodkach, to przyjmij i dbaj o to”. Nie wiadomo dlaczego, lecz przy tej okazji jakoś nikt nie pomyślał o założycielce parku Annie... Szkoda, choć jak wiemy, życie płata takie figle.
W latach trzydziestych XX wieku do Doliny Miłości nagle wkroczyła polityka. W wolne dni przyjeżdżały tu duże wycieczki szkolne. Urządzano plenerowe lekcje przyrody oraz biegi sprawnościowe dla młodzieży, były też zawody na orientację w „dzikim” terenie. By przypodobać się nowej władzy, obok pamiątkowych głazów rodziny von Humbertów ułożono nowe z nazwiskami zasłużonych kompozytorów, poetów i pisarzy. Czasami na jednym kamieniu upamiętniano kilka osób. Taki „wspólny” głaz otrzymali wielcy kompozytorzy: Bach, Mozart oraz Beethoven. Następne głazy-pomniki miały już polityczny charakter. Najwięcej takich kamieni ustawiono obok siebie na Wzgórzu Pamięci, upamiętniając nazistowskich ideologów, a na koniec samego Adolfa Hitlera.
Po 1945 roku o dawnej Dolinie Miłości zapomniano. Podczas walk o przyczółek mostowy w Schwedt podpalono pałac von Humbertów. Niemcy uciekli na zachód, a Polacy osiedlali się tu bardzo niechętnie. Park znalazł się na terenie przygranicznym objętym zakazem przebywania osób postronnych. Zniszczeniu uległa przystań przy brzegu Odry, rozebrano linię kolejową, zabudowania okolicznych wsi zostały rozszabrowane, cenniejsze rzeczy wywieziono do centrum Polski. „Nieznani sprawcy” zniszczyli część pamiątkowych głazów, na szczęście w miarę mądrze decydując, które z nich mogą zostać, a które muszą trafić w nurt Odry. Nazistowscy politycy dosłownie zniknęli w głębokiej wodzie.
W latach siedemdziesiątych wycięto część starodrzewu. Dopiero w 1992 roku dawną Dolinę Miłości wpisano do rejestru zabytków i w ten sposób park zaczął podlegać prawnej ochronie. Ponownie przypomniano sobie o nim w czasie starań Polski o wejście do Unii Europejskiej. Z unijnego funduszu odnowiono część alejek. Dziś park ma ponad 80 hektarów, a na jego terenie rośnie 270 gatunków roślin, w tym 15 chronionych. Urządzono skromny parking, ustawiono tablice informacyjne oraz zrobiono stronę internetową. Po wielu latach Dolina Miłości znów kusi turystów. Problem w tym, że nadal prawie nikt tu nie przyjeżdża. Nawet w dniu zakochanych.