O niemieckich okrętach podwodnych zbudowanych w czasie wojny w Szczecinie krążą legendy. Bardzo wiele zamieszania wywołał kilka lat temu żart grupy poszukiwaczy przygód...

Książeczka wojskowa oficera Kriegsmarine ze Szczecina
Dotyczył on rzekomego znalezienia na terenie stoczni „Gryfia” zatopionego doku z idealnie zachowanym okrętem podwodnym w środku. Przez pewien czas autorzy dowcipu poszukiwali nawet „sponsora” do akcji wydobycia jednostki. W tym celu opublikowali specjalny apel w Internecie. Podobno chętnych do wyłożenie pieniędzy nie brakowało...
Tymczasem prawda o szczecińskich u-botach nie jest już taka barwna. Na tle innych znanych niemieckich stoczni dawny Stettin wypada bardzo, bardzo blado. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne. Idealne położenie, daleko od obu frontów II wojny światowej, teoretycznie czyniło ze Szczecina świetne miejsce do skrytej, masowej produkcji na potrzeby wojska. W praktyce było znacznie gorzej. Po prostu stocznia Oderwerke nie była technicznie przygotowana do realizacji tak skomplikowanych zamówień. Z drugiej strony dawna stocznia Vulcan, dzięki decyzjom rządowym, dopiero powoli podnosiła się z upadku ale cierpiała na niedostatek maszyn, zaplecza oraz przede wszystkim niezbędnych do pracy fachowców.
Na ogólną imponującą liczbę ponad 1160 wyprodukowanych przez hitlerowskie Niemcy okrętów podwodnych tylko... siedem ma coś wspólnego z naszym miastem! Jeszcze gorzej – z tej siódemki tylko trzy w praktyce trafiły do służby w marynarce wojennej, a z tej trójki tylko dwa zostały użyte do akcji w czasie wojny. To mniej niż mało. Rekordziści to stocznie takie jak Blohm & Voss z Hamburga (224 jednostki) albo AG Weser z Bremy (162 okręty). Szczecin jest na samym końcu tej stawki.
Na początku 1941 roku, stocznia Oderwerke, dostała dwa pierwsze zlecenia na budowę okrętów podwodnych dla Kriegsmarine. Chodziło jednostki najpopularniejszego i najczęściej budowanego typu VII w nowej wersji „C”, minimalnie udoskonalonej w stosunku do wcześniejszych odmian „A” i „B”. Budowę U-821 rozpoczęto 2 października 1941 roku, budowę U-822 kilkanaście dni później bo 29 października. Mimo szumnych zapowiedzi o szybkim sukcesie stocznia miała poważne kłopoty i prace przy obu okrętach trwały wyjątkowo długo. Z pewnością nie był to powód do dumy. W efekcie U-821 został zwodowany dopiero 26 czerwca 1943 roku, zaś budowę ukończono ostatecznie 11 października 1943. Bliźniaczy U-822 spłynął na wodę 20 lutego 1944 roku i był gotowy 1 lipca 1944 roku. Na tle innych niemieckich stoczni był to wynik więcej niż marny. Dla porównania stocznia Schichau w Gdańsku budowała w tym samym okresie takie same okręty w czasie maksymalnie 5-6 miesięcy czyli kilka razy szybciej!
W tej sytuacji trudno się dziwić rozczarowaniu władz Kriegsmarine. Następne dwa zamówienia złożone w Oderwerke Stettin na U-823 (oficjalne rozpoczęcie budowy 11 listopada 1941 roku) oraz U-824 (24 listopada 1941) zostały po dwóch latach anulowane, a częściowo zbudowane jednostki rozebrano na części, które potem posłużyły do remontu innych okrętów.
Tymczasem zbudowany z takim trudem U-821 rozpoczął służbę pod koniec 1943 roku. W marcu 1944 przebazowano go do Bergen w Norwegii, a miesiąc później do Brestu we Francji. W sumie tylko trzy razy wyszedł na krótkie podwodne patrole. 10 czerwca 1944 roku okręt został zaskoczony na Kanale La Manche przez brytyjskie samoloty. Pierwszy atak przypuściła grupa 4 dwusilnikowych maszyn typy Mosquito z 248 dywizjonu RAF. Trzeba przyznać, że artylerzyści z U-821 spisali się dobrze i w pierwszej fazie starcia skutecznie trafili i strącili jeden z atakujących samolotów, co nie było częstym wyczynem. Dalej wypadki potoczyły się już w łatwy do przewidzenia sposób. U-821 kilka razy został obramowany bliskimi wybuchami bomb i pocisków rakietowych. Dzieła zniszczenia dokończył potężny czterosilnikowy Liberator z 206 dywizjonu RAF, który chwilę później przyłączył się do walki. Na pokładzie U-821 zginęło ponad 50 ludzi. Kilku rozbitków, cudem unoszących się na wodzie, wiele godzin później wyłowiły niemieckie jednostki. Kapitanem okrętu w ostatnim pechowym rejsie był Ulrich Knackfuss, który też zginął w czasie ataku.
Bliźniaczy U-822 w lipcu 1944 roku trafił do szkolnej 4 flotylli okrętów podwodnych i nigdy nie wyszedł w żaden „poważny” bojowy rejs. Kapitanem jednostki był przez cały czas Josef Elsinghorst. 3 maja 1945 roku okręt został samozatopiony przez własną załogę na Wezerze. Wrak złomowano w 1948 roku. Szczecińska stocznia Oderwerke została całkowicie zniszczona w podczas alianckich nalotów.
Takie same okręty podwodne typu VII „C” próbowano budować również w stoczni Vulcan. Zamówienie na U-901 złożono w kwietniu 1941 roku, budowę rozpoczęto 10 stycznia 1942 roku. Także tu prace przebiegały w ślimaczym tempie. Wodowanie odbyło się dopiero 9 października 1943, okręt oddano do służby 29 kwietnia 1944 roku po grubo ponad dwóch latach budowy! Innych jednostek już nigdy w Vulcanie nie ukończono. Budowę U-902 rozpoczętą 24 stycznia 1942 roku anulowano ostatecznie w 1944 roku, a częściowo ukończoną jednostkę rozebrano, podobnie jak nieukończone okręty z Oderwerke.
U-901 najpierw również na długo trafił do flotylli szkolnej. W pierwszy i jedyny patrol bojowy wyszedł dopiero 5 kwietnia 1945 roku tuż przed samym końcem wojny. 13 maja dowodzony prze kapitana Hansa Schrenka U-901 poddał się Brytyjczykom. Okręt został doprowadzony do norweskiego Stavanger, a potem trafił do północnoirlandzkiego Lisahally. Stąd, w ramach słynnej Operacji Deadlight, czyli masowego niszczenia ponad stu zdobytych byłych niemieckich okrętów podwodnych, w styczniu 1946 roku wypłynął na holu w swój ostatni rejs. U-901 został zatopiony ogniem artyleryjskim 6 stycznia 1946 roku na pozycji 5550Nx0830W. Warto dodać, że w operacji Deadlight brały udział m.in. polskie niszczyciele ORP „Garland”, ORP „Piorun” i ORP „Błyskawica”.